niedziela, 17 listopada 2013

Krzyż i tęcza...

Moi drodzy,
Opowiem Wam co mną dziś wstrząsnęło...
Już setki razy na ten temat pisałam, mówiłam...
Kwestia tolerancji - dla homoseksualistów, Żydów (Semitów), czarnych...ups...chciałam powiedzieć Afroamerykanów itd., itp.
Czyli dla wszystkich.
Za wyjątkiem katolików.
Tak więc mamy się liczyć z homoseksualistami by ich nie urazić np. pisaniem brzydko o ich manifestacjach, paradach, gdzie na golasa jadą na platformach, macając się po...ramionach.
To jest wesoła parada "równości", wesołości, swobody, miłości, szczęścia i całej reszcie tych (tfu!) heteryków NIC do tego! Bo im się należy! Kto spojrzy krzywo, kto się wypowie, ten homofob, kartofel, zaścianek i można mu z tyłka zrobić jesień Średniowiecza!



Mamy wszyscy liczyć się z homoseksualnymi osobami/obywatelami, bo to są bardzo wrażliwe jednostki! Nie możemy więc ich uczuć, w całej subtelności, urazić!
Nie możemy się wypowiadać w temacie pedofilii w kontekście homo, pomimo, że udowodniony został tu ścisły związek. Jednak. Ale nie, o tym mówić nie można, można mówić za to często, głośno, dosadnie i obraźliwie o pedofilach - księżach, w dodatku przy okazji złodziejach i pijakach!
Tu żadne normy przyzwoitości nie obowiązują.
O czarnym nie możemy powiedzieć, że ma czarną skórę, mimo, że faktem niezaprzeczalnym to jest...
No, że o Żydach nie każdy może mówić cokolwiek, to wiadomo, niektórzy są po prostu niegodni samego tematu związanego z tą nacją..
Ale nie o tym...
W ramach otwartej niedawno wystawy pn. "British British Polish Polish: sztuka krańców Europy w latach 90. I dziś" w  Centrum Sztuki Współczesnej, jest pokazywany film Jacka Markiewicza pt. "Adoracja Chrystusa".
Obraz (z roku 1993) to praca dyplomowa autora. Jest to film, który przedstawia nagiego artystę, pieszczącego leżący na podłodze średniowieczny krucyfiks z prawie nagą postacią Jezusa.
Nie należy się dziwić, że przeciwko takiemu pogwałceniu uczuć religijnych nie tylko większości Polaków, ale wszystkich katolików na całym świeciem, protestują środowiska katolickie.
Członkowie Krucjaty Różańcowej postanowili okupować salę stołecznego Centrum Sztuki Współczesnej jako wyraz protestu...
Nie będę komentować już tego, jakie zarzuty/pytania powstały w zwiazku z faktem powstania filmu, a mianowicie:
- na jakiej podstawie wydano autorowi średniowieczy eksponat, który został sprofanowany?
- jak można tego typu przedsięwzięcie traktować jako pracę dyplomową? 
- dlaczego CSW postanowiło eksponować i płacić za tę bluźnierczą instalację?
- dlaczego dyrektor i kurator nie zareagowali już na pierwsze zarzuty ws. wystawy?
Mam nadzieję jedynie, że sprawą zainteresuje się min. prokuratura...A może i inne organy?
Jak na razie p. Minister Zdrojewski nabrał wody w usta, ale wystawy nie finansuje...Podobno.
Jak widzicie, moi Drodzy, na to, że ktoś będzie miał wzgląd wrażliwość katolików nie ma co liczyć.
Zniszczono homoseksualną tęcze na przeciwko kościoła - jest skandal.
Oczywiście nie pochwalam dewastowania czegokolwiek, ale...
Chodzi głównie o to, że...mogą się PEWNE środowiska poczuć URAŻONE!
Pamiętamy przecież kiedy powstała tęcza i przez kogo zostało jej powstanie zainicjowane , w dodatku jakby ku urąganiu ludziom wierzącym, którzy w niedziele i Święta kościelne wychodzą z pobliskiego kościoła i muszą "podziwiać" to wielce wymowne dzieło, nasuwające niewątpliwe skojarzenia z flagą PEWNEJ MNIEJSZOŚCI SEKSUALNEJ.




Tu, profanacja symbolu religijnego i..nic się nie dzieje w zasadzie...
Bo to jest ta, no...wyrażenie artysty, sztuka...Taka no...licentia artistica...
Ta sama "licentia" , która pozwala np. bezcześcić zwłoki zmarłych i wykorzystywać je do instalacji pseudoartystycznych....
Obrzydliwe, podłe, niecne...
I na to, by to pojąć, jak się okazuje, nie trzeba nawet być katolikiem, wystarczy zwykły humanitaryzm, przyzwoitość, wrażliwość...
Milo Kurtis - muzyk (zespoły Izrael, Voo Voo czy Osjan), zadeklarowany ateista wypowiedział się zdecydowanie przeciwko profanacji Krzyża.



"Zdecydowanie sprzeciwiam się profanacjom krzyża! Można to samo wyrazić w inny sposób, nie obrażając innych. Samej wystawy nie widziałem, opowiadał mi o niej Kamil Sipowicz, mówię więc ogólnie o takich przypadkach. Ja takiej sztuki nie akceptuję. I proszę pamiętać, że mówię to jako ateista, nie katolicki oszołom."
Dalej stwierdza kategorycznie że mu, jako ateiście, łatwiej dostrzec fakt, iż w Polsce atakuje się krzyż.
"Nie jest on dla mnie świętością, tak samo jak nie jest nią szubienica czy gilotyna. Ale wiem, ze zabrzmię jak katolicki fanatyk. Od wielu lat na całym świecie dokonuje się profanacji krzyża".
Cóż... 

czwartek, 14 listopada 2013

Kto ty jesteś?

Kto ty jesteś?

Kochani, czy znacie to:

- Kto ty jesteś?
- Polak mały.
- Jaki znak twój?
- Orzeł biały.
- Gdzie ty mieszkasz?
- Między swemi.
- W jakim kraju?
- W polskiej ziemi.
- Czem ta ziemia?
- Mą Ojczyzną.
- Czem zdobyta?
- Krwią i blizną.
- Czy ją kochasz?
- Kocham szczerze.
- A w co wierzysz?
- W Polskę wierzę.
- Coś ty dla niej?
- Wdzięczne dziecię.
- Coś jej winien?
- Oddać życie. 


Oczywiście, znamy to wszyscy...
Ale nie wszyscy wiecie, że autorem tego patriotycznego wiersza jest wielki piewca polskości - Władysław Bełza. Żył on w latach 1847 - 1913 i był poetą, który "uczył dzieci jak najlepiej kochać Polskę" .

Nie będę Was zanudzać, drodzy Czytelnicy, nawałem informacji o Władysławie Bełzie, całkowicie dziś zapomnianym zresztą (dlaczego?), kto ciekawy niech sobie o nim poczyta...
Jeszcze tylko przytoczę fragment jego wiersza z "Katechizmu polskiego dziecka":


(...)Do Ojczyzny, po rodzinie,
Wzbudź najczystszy żar miłości:
Tuś się zrodził w tej krainie
I tu złożysz swoje kości.
W czyim sercu miłość tleje,
I nie toczy go zgnilizna,
W tego duszy wciąż jaśnieje:
Bóg, Rodzina i Ojczyzna.


Tak....
Niektórzy z Was pomyślą: jakie to stare, trąci myszką, kto tam teraz tak pisze? Przecież to nie na dzisiejsze czasy, gdy młodzi emigrują tam, gdzie im będzie lepiej...Świat stoi otworem, jesteśmy jego obywatelami, co tam Polska? Tam nasz dom, gdzie żyjemy...
Ano, to może i prawda, ale...No właśnie...Co tam tak gryzie tych wszystkich emigrantów, skoro im TAM tak dobrze? Co ich gna tutaj, co ich ciągnie?
Może jednak coś jest w tej obecnie obśmiewanej miłości do Ojczyzny, "do Kraju tego, gdzie kruszynę chleba podnoszą z ziemi przez uszanowanie dla Darów Nieba" jak to pięknie pisał Norwid..
.
Ale dziś...Właśnie...
Nasza rodzima czołowa feministka bez nijakiej żenady, rozbrajająco szczerze wyznaje przed kamerami: "Nie świętuję 11 listopada, ani na biało-czerwono, ani na kolorowo".
A potem stwierdza dalej z rozczulającym spokojem:"Nie przestanę być Polką nawet, gdybym chciała, ale czy muszę tę tożsamość otaczać kultem? Nie czuję takiej potrzeby". "Mijałam w piątek, jeszcze przed uroczystościami, Pałac Prezydencki. Marszałek Piłsudski na wielkim telebimie robił na swojej kasztance patriotyczne >>patataj patataj<<, a za nim gigantyczny orzeł biały w koronie i hasło >>Marsz Razem dla Niepodległej<<. To mi się kojarzy z rozkazem "Marsz!". Absurd. Pewnie urażę tym niektórych, ale trudno: to estetyka i presja rodem z III Rzeszy. Brzuch mnie rozbolał na ten widok".
Hmmmm...Czy nie uważacie moi Złoci, że taki lans serwowany obywatelom naszego Kraju, szczególnie tym młodym, łykającym wszystkie nowinki jak indyki, to coś niezupełnie w porządku? Jak to się ma do naszego patriotyzmu, który powinien być nam wpajany. Mnie babcia moja Ś.P. uczyła, że Ojczyznę trzeba kochać i szanować, że przy śpiewaniu hymnu stoi się na baczność itd.
Za Ojczyznę ludzie życie oddawali, pod zaborami walczyli z narażeniem tego życia o zachowanie polskości, o polską mowę...A dziś?
Patriotyzm jest niemodny, to jakieś archaiczne słowo. Symbole narodowe? Po co i na co to komu? Flagę narodową można wbić w fekalia, orła białego znieważyć...Wolność słowa, a co! I wszyscy jeszcze brawo biją i się cieszą!
Że taki dowcipny ten Kubuś Wojewódzki! Że taki w porzo!
A sam winny? Cóż..."W Polsce ciągle jeszcze brakuje przestrzeni dla wszelkiego rodzaju prowokacji i happeningów artystycznych" - stwierdził spokojnie Wojewódzki. Ano widzicie ludzie? Narobić kupę na nasz narodowy symbol to jest "happening artystyczny"! Przypominam, rzecz miała miejsce w 2008 roku w programie Wojewódzkiego.
Ale to jeszcze nie wszystko. W innym programie Kubuś uwielbiający naśmiewać się z naszych symboli narodowych, namówił lidera zespołu "Boys" Marcina Millera do odśpiewania naszego hymnu narodowego w wersji...disco - polo. A co sobie będą żałowali!





I co się potem dziwić młodym ludziom, że robią zadymy w uroczystości obchodów święta narodowego?
Przecież w końcu "czym skorupka nasiąknie za młodu", prawda?
I jeszcze jedno...Patriotyzm pielęgnujemy w młodym pokoleniu w różny sposób, a niewątpliwie to uczucie jest bardzo pozytywne i szlachetne, choć obecnie ośmieszane, dewaluowane i wykpiwane przez niektóre środowiska.
Jednym ze sposobów jest nauka historii, czytanie naszych dzieł literatury - Sienkiewicza, Mickiewicza, Norwida, Krasińskiego...
A dziś robi się sporo, by wmówić młodzieży, że praktyczniej jak sobie poczytają "Wiedźmina" albo "Harrego Pottera". Albo po prostu jakieś poradniki ekonomiczne...

piątek, 8 listopada 2013

Między ciszą, a ciszą...

Ostatnio zbulwersowała mnie sprawa pewnego żołnierza, który stracił w wojsku zdrowie, a ZUS nie chce mu przyznać renty, gdyż uważa, że powinien "załatwić sobie" grupę inwalidzką i podjąć pracę, którą będzie w stanie wykonywać...
Tak, tak, ZUS jest dobry dla pracowników, gdy "ciągnie" od nich wysokie składki ubezpieczeniowe, ale przestaje być łaskawy jak chodzi o wypłatę zasiłków chorobowych lub przyznanie renty...
Oj, wtedy to trzeba się dopiero "nachodzić".
Poczekalnie pełne ludzi, którzy przebywają na zwolnieniach lekarskich, często po szpitalach, o kulach, przyjeżdżają z daleka na wezwanie, by udowdnić , że nie symulują. Śmiech! Ale pan każe, sługa musi!
Tylko ten "sługa" płaci składki całe lata właśnie po to, by w takich sytuacjach otrzymywać, to co mu się należy, a nie po to, by sobie taki ZUS robił niepotrzebną papierologię, zatrudniał multum pracowników (którzy łażą z kąta w kąt) i co rusz wykładał swoje urzędy nowymi marmurami!
I doprawdy, śmieszą mnie te wezwania ludzi na komisje, ludzi mający choroby nieuleczalne lub nieodwracalne kalectwo! Przecież takiemu bez nogi, nagle po 10 latach ta noga nie odrośnie, po co więc te komisje?
Mój znajomy po poważnej operacji, z wieloma schorzeniami przewlekłymi, dodatkowo zaatakowany bólem, musiał stawić się na wezwanie by udowodnić słuszność wystawionego zwolnienia. Lekarz orzecznik potraktował go jak oszusta, był dość podejrzliwy i nieprzyjemny i zadawał..GŁUPIE PYTANIA - wszystko miał w dokumentacji! W końcu znajomy się wkurzył (choć jest niespotykanie spokojnym człowiekiem) i mówi: panie doktorze, jak ma pan zastrzeżenia to niech pan mi wystawi zaświadczenie, że nadaję się do pracy - po operacji, ze stwierdzonymi dolegliwościami i z obecnymi badaniami. Orzecznik zamknął twarz i dał spokój....
Ale nie o tym...
Jechałam sobie dzisiaj z Biedronki środkiem komunikacji MZK - tramwajem znaczy. Z zakupami, jak zwykle.
Usiadłam sobie wygodnie, a jakże, i patrzę na ludzi.
Na przeciwko stoi mężczyzna - dość młody, w kurtce i tak jakoś dziwnie macha ręką.
- Może Parkinson - myślę sobie...A on macha tak szybciutko...Może jakieś zmiany neurologiczne - myśle dalej...
Na przeciwko niego siedzi, zaraz przede mną, młoda kobieta. Czarna kurtka z flałszu, piękne kręcone włosy, ciemne , zebrane w ogon...Na plecach plecaczek, trochę podniszczony i wypłowiały.
I ten mężczyzna tak do niej machał!
Odkrycie! To byli głuchoniemi!!!! 


Mężczyzna po swojemu coś tłumaczył kobiecie. Teraz już nie machał, tylko szybko pokazywał rękami. Ona mu odpowiadała. Chyba opowiadał jej coś interesującego, widać było, że jest dość pobudzony. Jego ręce szybciutko wykonywały ruchy, które oznaczały konkretne słowa i pojęcia...
Nie chciałam się gapić. To nieładnie. Ale kątem oka starałam się zerkać i...domyślić sensu...Odczytywałam chyba poszczególne wyrazy, ale oczywiście sensu nie rozumiałam, nie znam języka migowego...
Teraz z kolei "mówiła" kobieta. Szybko machała rękami...Mężczyzna słuchał z zainteresowaniem...
Naraz zauważyłam dziecko. Może pięcioletnie, w niebieskiej kurteczce i czapeczce na głowie. Ono też tak samo machało rękami jak rodzice...Teraz jemu coś tłumaczył tata...Dziecko, jak to dziecko, zachowywało się naturalnie, jakby to, w jaki sposób się porozumiewa z rodzicami, nie było niczym nadzwyczajnym...Gdy chciało zwrócić uwagę ojca, szarpało go za dół kurtki i rozpinało mu guzik...Teraz ono chciało "mówić"! I chciała by go "słuchano" - i mamusia i tatuś!
Chyba była to szczęśliwa rodzina. Mimo kalectwa...Mimo tego życia w świecie ciszy. Mimo tego wyobcowania, życia w jakimś stopniu poza nawiasem, w swojej enklawie...
W zamkniętym świecie niedostępnym dla tych "normalnych", zdrowych...Którzy mają zdrowe oczy, uszy, nogi...Tylko bardzo często nie mają serca...



A może właśnie dlatego tamci upośledzeni są szczęśliwi...
Bo mają swój "intymny mały świat", w którym żyją z dala od pisku opon samochodowych, rzężęnia przejeżdżających tramwajów, kłótni ludzi, śmiechu, często rozwydrzonych nastolatków, którzy myślą tylko o sobie i widzą tylko siebie...
Tak sobie myślałam patrząc na tych uśmiechniętych, skromnych ludzi...
Wysiedli z tramwaju...Mężczyzna wziął dziecko za rączkę przy przejściu na pasach. Matka poprawiła małemu czapeczkę..Ot, szara codzienność...

Jak w piosence Grzesia Turnaua:

"Między ciszą a ciszą
sprawy się kołyszą
i idą
i płyną
póki nie przeminą
każdy swoje sprawy
trochę dla zabawy
popycha przed siebie
po zielonym niebie"(...)





piątek, 1 listopada 2013

Dieta

Byłam dziś u Pani od Ryb.
Pani sprzedaje ryby ze specjalnie dostosowanego samochodu - z lodówkami, zamrażarką, ladą, gablotkami itp.
To moja znajoma.
Wygląda dobrze tzn. jest to postawna kobieta, z wybujałymi kobiecymi atrybutami...Z tyłu i z przodu!
- Trzeba by się w końcu wziąć za odchudzanie. Chyba przejdę na post, poniekąd to bardzo skuteczne i oczyszcza organizm! - zagaiłam.
- To prawda! Bardzo dobrze tak sobie pogłodować.
- Ale chyba dłużej jak parę dni to nie da rady. Podobno są ludzie, którzy nie jedzą miesiąc albo i dłużej - kontynuowałam temat z lekkim sceptycyzmem w tonie.
- Wie pani, ja byłam na takim turnusie zdrowotnym w Konstancinie. Tam ośrodek prowadzą księża Pallotyni. Schudłam w 2 tygodnie 10 kilogramów, a po przyjeździe następne dziesięć! Dieta jest prowadzona pod nadzorem lekarzy i specjalnie opracowana z nastawieniem na oczyszczenie organizmu z toksyn. Je się dużo surówek. Ale co najważniejsze, rano zjada się na czczo cytrynę. Przez dwa tygodnie dochodzi się do 6 cytryn dziennie. Cytryny wspierają spalanie tłuszczu...
Następnego dnia rano zaserwowałam sobie na czczo ósemkę cytrynki. Było mi potem pół dnia kwaśno.
Potem się dowiedziałam, że mój kuzyn leczył się cytrynami na kamienie...Kamienie się rozpuściły (chyba), ale on za to rozchorował się na żołądek.
Ktoś powiedział, że te cytryny też niedobre w nadmiarze bo doprowadzają do osteoporozy, podobno wapń zjadają! To by się nawet zgadzało, gdy się połączy tę hipotezę z informacją o leczeniu tych kamieni! Bo takie kamienie to chyba też z wapnia?????
A może takimi cytrynami w ogóle się złogi leczy - np. szczawianowe w stawach. nie wiecie czasem? Dna moczanowa, te rzeczy..
Tylko jednek marny to biznes, jak nawali co innego - żołądek, wątroba i będzie "zamienił stryjek siekierkę na kijek"!
Tak to jest z tym leczeniem dietami.
Z niniejszymi wątpliwościami poszłam do wielkiej orędowniczki diety cytrynowej Pani od Ryb.
- No co pani, to dwa tygodnie najdłużej!
A tak w ogóle to jak pani będzie na bazarku to niech pani mi kupi ze cztery golonki! Zrobię sobie w miodzie i w piwie!
Dieta odchudzająca znaczy - pomyślałam...
Ale golonki kupiłam, a jakże!



czwartek, 31 października 2013

Święto Zmarłych

Dzień Zaduszny
(Mojej Babci)

W tym miejscu gdzie uskrzydlonym duszom
wiatr śpiewa "Wieczne spoczywanie"
gdzie pośród suchych liści
w ogników ciepłym blasku szukam wspomnień...
bo jak co roku z tęsknotą czekam na nie

By z mlecznej mgły wydobyć
może choć cień postaci osoby tak kochanej
gdy pozostały po niej jedynie puste sprzęty
zdjęcia mocno spłowiałe co pomagają duszy
i strzępki słów zapamiętane..

Śmiech w powietrzu dzwoni do dziś i łzy wzruszenia
stary zegar - od dawna nie bije
obrazek na ścianie w złotej ramie
bieliźniarka z lustrem kryształowym
i ptaki za oknem pod lipami które są już niczyje...
A.W.




Czy lubicie chodzić na cmentarz? Ja bardzo...
Lubię te stare cmentarze warszawskie, na których panuje specyficzna atmosfera..
Nie, nie mówię, że w "te" dni...Wtedy są dzikie tłumy, ludzie gonią obładowani tobołkami, obwieszeni wieńcami, wiązankami...Odświętnie poubierani, ale jacyś nieobecni...
Ja lubię takie dnie jak dziś, spokojne, słoneczne...Pod butami szeleszczą suche liście i można tak kontemplując tę jesień, porozmyślać o przemijaniu...Zawsze zastanawiam się, gdzie teraz są ci nasi bliscy, czy nas widzą, czy opiekują się nami...Nasi kochani Dziadkowie, Pradziadkowie, Ciocie...
Nie brak też maleńkich grobków..I tabliczki: żyła dwa latka, żył cztery lata, żyła dwa miesiące...Czasem są też wiersze, pełne miłości, rozpaczy, tęsknoty rodziców po największej stracie, jaka może się ludziom przydarzyć...
Cóż to jest: stracić mienie, pieniądze? Owszem, dla niektórych tragedia nawet...
Ale stracić dziecko, to jest rozpacz nie do wyobrażenia...
Nasi bliscy...Pamiętamy jeszcze ich twarze, ale już coraz bardziej nam się zacierają..
Mamy pamiątki po nich, czasem wspominamy sytuacje z nimi związane. Szczególnie w tym dniu, na ich grobach...
"Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą" jak to napisał ksiądz  Jan Twardowski...Czasem nie zdążyliśmy ich docenić i pokochać tak, jak na to zasługiwali...
Lubię ten spokój cmentarza, tę jakąś stabilizację, stałość obrazu, jak zatrzymana stop - klatka filmu...
Stary cmentarz bródnowski...Piękny...Szumią wiekowe drzewa, a po grobach skaczą wiewióreczki...Jedyny chyba wesoły akcent...
Basia, Basia! - wołam. Specjalnie orzeszki kupiłam.



O, są i wrony! Ktoś Basi rzuca włoskie...Podobno nie lubią. Ale nie, sprytnie łapie w łapki, cwaniarka! Jeden ukradła jej wrona! Czy wrona da radę zjeść orzecha? - myślę zdziwiona.
Ludzie porządkujący groby są tak...niespodziewanie solidarni...
Proszę bardzo, idę po wodę do studni, a tu już idzie w moim kierunku młoda kobieta. Chce pani dwie butelki? - pyta - są z wodą z domu, jeszcze ciepła! A rękawiczki? O, widzę, że pani ma! 
Pan obok myje grób. Patrząc jak kładę wiązanki doradza: pani pokropi świecą, to nie ukradną! I już zaczyna się rozmowa o tym, czym najlepiej grób umyć, a potem i na inne tematy...
Starsza kobieta szuka czegoś, w co by mogła wstawić kwiaty, nie wzięła nic z domu, nie pomyślała...Poszukiwania odbywają się....na śmietniku. Potrzebuje jakiegoś większego wypalonego znicza. Znalazła. Teraz tylko go nieco oporządzić i wazonik jak ta lala:)
Wszyscy przyszliśmy tu w jednym celu, to nas łączy...
Wracam do domu.
Wieczorem dzwonek do drzwi. Słyszę jakiś hałas na korytarzu. Otwieram. Grupa dzieciaków. Ta największa dziewuszka otwiera reklamówkę: CUKIEREK ALBO PSIKUS!







Nie znoszę tych hamerykańskich naleciałości. Czy musimy wszystko przejmować z zachodu i łykać jak gęsi? 
Nie lubię tego całego Halloweenu! Dlaczego? - może spyta ktoś - przecież to tylko okazja do dobrej zabawy!
Nie wspominam już nawet o tym, że ta cała "niewinna zabawa" jest nawiązaniem do satanistycznych, magicznych obrzędów, bo zdaję sobie sprawę, że mój głos jest li i jedynie głosem wołającego na pustyni...
Ale...Ano właśnie! Gdzie ta zaduma , refleksja? Czy tak ma być, by Dzień WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH i zaraz po nim Dzień Zaduszny kojarzyły się naszym pociechom z następną okazją do balowania? 
Czy nie potrafimy czasem się zatrzymać, oddać refleksji?
Czy każda okazja jest dobra do tego wariactwa?
W ten sposób te dni świąt naszych bliskich, którzy odeszli, będą się kojarzyć jedynie z wydrążoną dynią i latającą dzieciarnią w przebraniach czarownic i kościotrupów!



czwartek, 24 października 2013

Pedofilia

Drodzy moi.
Żyję już na świecie ponad pół wieku, ale co i rusz coś mnie zaskakuje...Powinnam już się przyzwyczaić do tego naszej rzeczywistości - świata XXI wieku, a nijak nie mogę się w nim odnaleźć...
Niedawno opinią publiczną wstrząsnęła informacja jak to w miejscowości podkaliskiej - Godzieszach Wielkich, nauczycielka urodziła dziecko czternastoletniemu uczniowi...
Jakie mam refleksje?
Zakładam, że jest to prawdą, aczkolwiek zdania co do tego są podzielone...Dochodzenie w toku...
Poniekąd nauczycielka się przyznaje do seksu z TRZYNASTOLETNIM CHŁOPCEM!
A więc dla mnie sprawa jest jasna - pedofilski akt dorosłej kobiety z nieletnim dzieciakiem.
Fakt tym bardziej skandaliczny , że raz - zaprzecza całkowicie etyce zawodowej tej pani, dwa - dyskwalifikuję ją jako pedagoga, trzy - jest czynem podlegającym Kodeksowi Karnemu, więc osoba ta jest przestępcą.
Podobno kobieta się tłumaczy samotnością...Dzieciak już od dawna czuł do niej "miętę", a na szkolnej dyskotece próbował ją pocałować. Para wylądowała w łóżku, gdy chłopiec przyszedł do jej domu po kluczyki od szafki szkolnej...
Powiem tak: jak świat światem, w młodych nauczycielach kochały się uczennice, a w pięknych nauczycielkach - uczniowie.
Pamiętam piątą klasę podstawówki....Moja klasa, konkretnie grupa dziewcząt (lat 12!) "dostała" nowego pana od WF-u. Pan był młody, przystojny i kochałyśmy się w nim wszystkie, snując jedna przez drugą swoje marzenia. No, ja nie mogę, jak melduję klasę, on tak mi patrzy w oczy! -  zwierzała się Danusia M. - dobrze rozwinięta koleżanka (już nawet stanik nosiła ku zazdrości deskowatych koleżanek). A do mnie się uśmiechnął - druga także była oczarowana...Nie powiem, mnie też nowy pan się podobał...
Ale mężczyzna zachowywał się z godnością, był nauczycielem i wiedział, gdzie jest jego miejsce! 
Tego typu sprawy były nie do pomyślenia!
A dziś? Luz , bluz...
Ona była samotna, on ją nachodził, adorował...
Czy wy słyszycie? Od kiedy to pedagog i osoba dorosła ma PRAWO zachowywać się jak siksa lat 16????
Przecież to jest osoba odpowiedzialna, doświadczona, tu po prostu dla mnie NIE MA TŁUMACZENIA!
Jeśli chłopiec był natrętny w jej adorowaniu, mogła porozmawiać z nim, jak to by nie pomogło - z jego RODZICAMI do cholery! A nie się tłumaczyć teraz bzdurnie, że:  cyt. "czułam się samotna. Może potrzebowałam takiego zainteresowania. Na swoją obronę ma jedynie to, że uczeń interesował się nią cały czas i nie dawał za wygraną". 
Przecież to jest śmiech i parodia! Czy tak się zachowuje osoba odpowiedzialna , dorosła, dodatkowo PEDAGOG? To jest zwyczajny akt pedofilski! Dlaczego w momencie NAGONKI na Kościół Katolicki w świetle zaistniałych tego typu aktów, nie nazwie się w tym przypadku rzeczy po imieniu, tylko...tłumaczy się kobietę! Uwierzcie, wielu ludzi jej...współczuje! Baba zwyczajnie UWIODŁA dzieciaka, a tu..pełny szacun!




A teraz sobie popatrzcie na  zdjęcie powyżej, tej niewątpliwie młodej i atrakcyjnej kobiety (w niebieskiej sukience).
Czy tego typu strój jest odpowiedni na dyskotekę w szkole dla nauczycielki? Młody chłopak w okresie dojrzewania reaguje jak reaguje i nie ma w tym nic nadzwyczajnego jeśli przedmiotem jest koleżanka...Ale czy taka pani NAUCZYCIELKA nie powinna się jednak poczuwać, by nie prowokować swoim strojem i zachowywać DYSTANS należny relacji nauczyciel - uczeń? Od tego trzeba zacząć! 
" Nigdy nie zapominała o perfekcyjnym makijażu, starannie ułożonych włosach i modnym stroju. Nic dziwnego, że nastoletni uczniowie zwracali na nią uwagę, skoro przychodziła do szkoły wystrojona jak na dyskotekę"- tak komentowana była nauczycielka w środowisku uczniowskim...
Jeśli ta pani, której w zasadzie nie powinno się nazywać pedagogiem , nie rozumie różnicy między swoją pozycją, a pozycją swoich uczennic, to czego się można spodziewać? 
A potem skargi , że chłopak się jej narzucał...
Ona zwyczajnie wykorzystała NIELETNIE dziecko do swoich seksualnych celów -  i tu nie ma przebacz! To jest zwyczajna DEPRAWACJA nieletniego,  dzieciaka po prostu!
Gdzie etyka, gdzie odpowiedzialność, gdzie przyzwoitość i SUMIENIE?
I jeszcze...Na koniec chciałam przytoczyć wypowiedź znajomego pana, komentującego to zdarzenie - zdarzenie będące czynem PRZESTĘPCZYM - obcowanie płciowe z nieletnim, mającym poniżej 15 lat - 
Prokuratura Rejonowa w Kaliszu wszczęła w poniedziałek w tej sprawie śledztwo. 
Cytuję pana Leszka (pozdrawiam):  
Nie widzę nic obrzydliwego. Ona, 36 lat. Babka w sexy wieku. On, 14 lat. Uczeń w okresie dojrzewania. (może tzw. "wyrośnięty") Zrobili se seksik ... tylko pozazdrościć ...Obie strony zadowolone ...
...Byle to dziecko miało opiekę ..."
 I zapewniam , że takich teorii jest multum.
Zastanawiam się, czy zezwierzęcenie społeczeństwa osiągnęło już dno...
Więc po co obłudny wrzask o pedofilii w Katolickim Kościele?
Czy przedmiotem ZARZUTÓW i OSKARŻEŃ jest fakt wykorzystywania seksualnego nieletnich, czy li i jedynie ma to być skomasowany atak na Kościół Katolicki?
I zostawiam was z tym pytaniem....



środa, 16 października 2013

Zastrzyk

Pan Woreczko jest chory...

Pewnie nie wiecie kim jest pan Woreczko? Otóż to mój mąż.
Dlaczego pan Woreczko? Ano cóż, człowiek już niemłody, po pięćdziesiątce...Wiadomo! Jak czterdziestka mija..:)
A w ogóle to czytaliście "Kubusia Puchatka"? Tak?
To powinniście pamiętać, GDZIE miś mieszkał! Oczywiście, pod szyldem "PAN WORECZKO". Tam właśnie mieszkał Puchatek!

"Pewnego razu, bardzo dawno temu, mniej więcej w zeszły piątek, mieszkał sobie Kubuś Puchatek zupełnie sam w lesie, pod nazwiskiem pana Woreczko.
- A co to znaczy pod nazwiskiem? - zapytał Krzyś.
- To znaczy, ze na drzwiach na tabliczce miał wypisane złotymi literami nazwisko,
a mieszkał pod nim."


A że mój mężuś trochę tego misia przypomina to...No mniejsza...
Jest chory. Połamało go! Biedaczek!
Byłam dziś na zakupach - niedaleko domu stoi stragan. Sprzedawane są tam warzywa, owoce, jaja itd.
Sprzedawca, znajomy pan Krzysiek, gdy usłyszał STRASZNĄ wiadomość o chorobie mojego męża, (którego bardzo lubi i zawsze zostawia mu te unikalne GRUSZKI , co to ma tylko ich 9 drzewek), powiedział:
- Ale wie pani, że mężczyźni inaczej znoszą chorobę i ból niż kobiety?
- Wiem, wiem...
I biorę to pod uwagę, Muszę bardzo współczuć mężowi, żałować go, skakać koło niego, pytać wciąż, czy bardzo cierpi, czy wziął leki, robić mu herbatę...- pomyślałam.
- To niech pani mu kupi RYDZE! - doradził szczerze pan Krzyś.
Oczywiście kupiłam...Cierpiącemu się należy!




A wczoraj to był pan doktor. Przepisał mu pigułki różne i...ZASTRZYKI! Zalecił pływanie. standard...
Mąż , gdy usłyszał o tych zastrzykach, przybladł z lekka...
Ale nic, miała przyjść pielęgniarka i zrobić. Domięśniowo. Czyli w tyłek po prostu.
Wcześniej jednak powinna zadzwonić i się umówić...raczej...
Dziś rano dzwoni domofon...
Pewnie znów Jehowe... - pomyślałam.
Odbieram. PIELĘGNIARKA!
RANY JULEK! ALARM!
Mój mąż w samych slipkach, w popłochu naciąga galoty...
Zauważyłyście drogie panie, z jakim upodobaniem wasi panowie chodzą po mieszkaniu w bokserkach lub slipach? A śpią na ogół bez piżamy. Mój Woreczko ma ze cztery, prawie nowe! Nie używa, podobno mu GORĄCO i się DUSI!!!!
Mąż chce już się przygotować i "zalegnąć", ale mu na to nie pozwalam. Wypada jednak zachować te "resztki" męskiej godności.
Wchodzi pielęgniarka. Młoda ładna blondynka. Mąż jednak CHYBA tego nie zauważa...Zbyt zajęty jest faktem, że zaraz czeka go bolesne "PIK". Kładzie się i wygląda jak wielka rozjechana żaba na drodze. Wzrok ma spłoszony, niczym dziewica której jakiś lubieżnik szepce coś sprośnego w uszko...




- Nie musiał się pan kłaść, mógł pan siedzieć, ale dobrze! - śmieje się pielęgniarka.
- Bardzo proszę zrobić tak, by nie bolało! - wstawiam się za mężem w sposób zdecydowany.
Mąż robi dobrą minę do złej gry.
Pani już robi INIEKCJĘ. Tylko ja, kochająca żona, widzę jak mój DZIELNY mężczyzna walczy z ogromnym bólem, przygryzając dolną wargę...Biedactwo moje..
Głaszczę go po głowie czule...
On wydaje z siebie przeciągły syk...
- Bo to pani za MOCNO GŁASKAŁA! - kwituje "Strzykawa".