środa, 4 grudnia 2013

Liryczna Grucha

Jestem liryczna niezmiernie.
To jest moja następna cecha poza: niezwykłą dobrocią, łagodnością, wrażliwością, serdecznością i ogólną  życzliwością do bliźnich.
O talentach licznych nie wspominam, to już było. Zresztą...jestem skromna!!!!!
Lubię dość swoją rodzinę, choć oczywiście moi domownicy nie są tacy IDEALNI jak ja!
Mężczyźni - sztuk 3.
Wiadomo, faceci i wiadomo, czym to "pachnie"! Wiecznym bałaganem i problemami!
Wiecznym tłumaczeniem spraw oczywistych (dla kobiet) oraz wyjaśnianiem, napominaniem, zwracaniem uwagi, a czasem to i opatyczaniem!
Nie jest to wdzięczna rola takiego żandarma w rodzinie...Kiedyś taka książeczka z biblioteczki "Tygrys" była pt. "Wiedźma z Buchenwaldu", to właśnie JA w warunkach domowych.
Zakręcaj tubkę od pasty do zębów, wycieraj lustro jak zapryskasz, ręczniki wieszaj na wieszaku, nie rzucaj! Ogryzki POWINNY trafić do kosza, a puszki i butelki - także! Brudne skarpetki - w parach do prania! A pokoje trzeba CZASEM posprzątać! Deskę od kibelka - podnosić!Itd. No nie wiedźma? Wymaga rzeczy po prostu nie do załatwienia!!!!!!




A faceci to taki, delikatnie mówiąc...ALBO nie, powiem wprost, GORSZY GATUNEK człowieka...
Czasem to się nawet zastanawiam, czy to w ogóle są ludzie...



Niby wyglądają jak ludzie, mają głowy i inne...hmmmm...członki ciała!
Jak normalny człowiek, kobieta znaczy.
I nie wierzcie w te bzdury wymyślone przez facetów, że to niby dowodem na to, że kobieta NIE JEST człowiekiem jest fakt (?), że jak się na ulicy w tłumie krzyknie: CZŁOWIEEEKUUU!!!, to żadna kobieta się nie obejrzy. To kłamstwo! Obejrzą się wszystkie, by sprawdzić: kto się tak drze, w jakiej sprawie, z jakiego powodu, jak jest ubrany i o co kaman generalnie.
Więc proszę w imieniu kobiet - nie INSYNUUJCIE, drodzy Panowie!!!!! To się nazywa MANIPULACJA!
Powracając do ilości członków ciała, to mężczyźni mają nawet mają o jeden więcej!
A to już też o czymś , niestety, świadczy! O czym? Raczej o ułomności...
No bo kto normalny siusia na stojąco?
Więc nie są tak całkowicie normalnymi ludźmi! Co prawda niektóre kraje regulują już konstytucyjnie prawie kwestię siusiania, ale to i tak niczego nie zmienia. I tak ściana pochlapana!
Ale nie będę już tego roztrząsać, szkoda słów!
Mężczyźni są chwastami i wiodą tryb życia pasożytniczy. Niczym huby. Wszystkie soki wypijają z nas, kobiet.
Teraz konkluzja.
W zasadzie to...jak to mówią, do psa się człowiek przyzwyczai, do kota, to do takiego męża....BEZ URAZY!
Jestem z tym swoim już trochę i nadal oczy otwieram ze zdziwienia, jakie te dranie (faceci) przebiegłe i podstępne, jakie to są udawacze!
Rozgryźć toto to trzeba beczkę...co ja gadam? Całą kopalnie soli trzeba zeźreć, takie to są stwory!
A kombinują, a główkują, jakby tę bezbronną kobietę "w konia zrobić"!
Jak tu, tak mówić, by nie powiedzieć! 
Przecież nie pytałaś! - zawrze świętym oburzeniem potem taki kombinator, PRAWDY UKRYWACZ!!!!!!!
Taki tajemniczy Bill zakichany!
Te podejrzane ruchy, oczka rozbiegane, chowanie czegoś za plecami, po kieszeniach, w skrytkach różnych!
Ot, gady takie!!!!!!
Każda kobieta to zna, ale nie każda się PRZYzna, że ZNA!
Aby tylko ten idiotyczny meczyk w spokoju obejrzeć....




Albo tam inne co, rybki, srypki, modelarstwo, gołębiarstwo (Bożenka pozdrawiam, ukłony!), samochody, motory i inne bzdety.
A ich pomysły w ukryciu prawdy, w zapodaniu jej w strawnej dla nas, kobiet, formie, są niewyczerpane, a siły niespożyte!!!!!
Ot, pajace!
No, ale dość...
Bo tematem jest moja LIRYKA...MIMO PRZECIWNOŚCI i kłód rzucanych pod nogi przez...wiadomo kogo!


Cisza we dwoje

Pozwólcie mi zaśpiewać pieśń
a może powiedzieć wiersz
myśli senne się wloką i...cisza
czas tykaniem zegara umyka
patrzę na ciebie
ty - książkę czytasz
ciekawa ta książka? - pytam
ty nie odpowiadasz nie słyszysz
zatopiłeś się w swojej ciszy
w myślach, nieobecny
a ja - jestem obok
trudno mnie nie dostrzec
powiedz tylko słowo
I znów nie będzie szaro
tylko...kolorowo...
A.W.

wtorek, 3 grudnia 2013

Historia jednej wymiany...

Witam.
Owoż dziś opowiem Wam, moi licznie tu zgromadzeni Wielbiciele (dodałabym w tej klimatyzowanej sali, ale nie jestem Bałtroczykiem) bardzo nudną historię.
Tak nudną, że zalecam czytać z wieczora, dobre na zaśnięcie!
A było to dawno, dawno temu...A dokładnie 7 października...
W zasadzie rzecz się rozpoczęła parę dni wcześniej, zaraz po moich urodzinach...osiemnastych oczywiście:)
Znalazłam sobie przypadkowo (w mieszkaniu moim) taki banknot mocno zniszczony, o nominale 50 zł.
Nie wnikam w przyczyny jego zniszczenia (może sobie jaki młody człowiek dla fasonu nim hawajskie cygaro podpalał, nie wiem), w każdym razie nadszarpnięty był "zębem czasu" i przedarty...Ale numer posiadał.
Żal mi się zrobiło banknocika, bo za te 50 zeta to bym już kapelutek miała.
Cóż, trzeba spróbować wymienić...
Bo zniszczony AŻ tak bardzo nie był, więc..
A 50 zł piechotą nie chodzi, co nie?
Zresztą...W internecie znalazłam warunki wymiany, ile tam może mieć powierzchni uszkodzonej itd. i wyszło że problemu nijakiego nie będzie. No!
Najpierw, będąc na zakupach, weszłam do jednego punktu PKO, takie okienko tam było. Ale pani kręci głową , że nie...
- No to gdzie? - pytam. 
- Może w oddziale..Po drugiej stronie ulicy.
No to poszłam do innego, po długim szukaniu i pytaniu ludzi...
- Bo to wszystko się , pani kochana, teraz pozmieniało, był tamoj - pokazuje strażnik w budce osiedlowej na Kobielskiej, życzliwy chłopina i wie wszystko...
Ale "tamoj" wcale nie było to, tylko już całkiem co innego, a to było zupełnie gdzie indziej, gdzie musiałam się udać...
Ale tam mi powiedzieli (po piętnastominutowym staniu w ogonku zresztą, bo "na pewniaka"), że:
- Oooooo, u nas to nie, takich rzeczy to nieeee, z tym musi pani jechać na Plac Powstańców , na główny!
Panienka z okienka aż drugą panienkę musiała zawołać, razem się naradzały pięć minut, patrząc z podejrzliwością to na mnie, to na banknot..Ale wyrok zapadł: trzeba mi na Powstańców!
Nie lubię odkładać spraw na później.
Pojechałam.
Nie znoszę banków. Długie, śmierdzące (nigdy nie wietrzone) sale, pełno szybek, szybeczek, obstawa ze strażników, łypią podejrzliwie czy ja nie jakiś oprych od napadu, ucharakteryzowany na grubą babę!
Taka praca! - tłumaczę sobie w duchu.
Poszłam do jednego okienek, myślę, co za problem banknot wymienić...
Ale gdzie tam? Pani w służbowym uniformiku popatrzyła, powąchała...
- Niech pani się uda do stanowiska nr....7!
 Udałam się, czemu nie, po to tu przyszłam.
Następna kobieta z okienka popatrzyła, na mnie, na banknot...Zamrugała umalowanymi rzęsami...
- Ale my pani tego OD RAZU NIE WYMIENIMY! - powiedziała stanowczo, z nutką pretensji w głosie pani w wieku balzakowskim z odpadającym z lekka lakierem na paznokciach i okularach a la Harold Loyd.




No cóż...Wypełniłam druczek, pokazałam dowód, spisali dane, pokwitowanie dla mnie, odbiór za miesiąc...
Ano...
Mija miesiąc - nic...
Mija półtora - nic...Zapomniałam nawet o sprawie...
Wreszcie prawie po dwóch (bez dni klku) JEST wiadomość z banku PKO! Z NARODOWEGO BANKU POLSKIEGO!!!!
Można odebrać, URRRRRAAAAA! - zakrzyknęłam w duchu rześko, niczym żołnierz radziecki ruszający w bój...
Przyda się, lepiej mieć niż nie mieć..
Pojechałam. Od razu udałam się do określonego wcześniej stanowiska walut obcych - w zatoczce...
Miła pani...Bum bum bum bum...coś tam wypełniła, dowód okazać...bum bum bum!
Stoję, czekam, wrastam...
Obok kasa. Pan z plecaczkiem. Starszy, skromnie wyglądający...
- Mogę prosić paczkę po 10 groszy z roku 2011?
- Proszę bardzo - podaje kasjerka.
- A jeszcze po 20 groszy z roku 2010?
- Jest tylko po 20 groszy!
- Nie, to dziękuję...
??????????????????????????????????
Ki czort? - myślę:)))
Ale już moja sprawa nabiera rozpędu!
Pani zawołała drugą panią, chyba ważniejszą bo z pieczątkami. I znów: bum bum bum, naradzają się spozirają, porównują, ja - dowódm, dowód - ja! 
BUCH! BUCH! - dwie pieczątki przyłożyła ta ważniejsza, ot i już!
- A teraz pani pójdzie ze mną! - powiedziała ta mniej ważna (bez pieczątek).
Idę.
Pani "mniej ważna"w żakieciku firmowym, za tymi wszystkimi szkiełkami, kwiatkami, ladami, balansowała sprawnie między stanowiskami niezliczonej liczby urzędniczek, podobnych do siebie, gapiących się w monitory...
- Proszę bardzo, to tu! - pani wskazała przystojnego pana i....poszła sobie.
Odetchnęłam. Pan był zniewalającym blondynem o wzroku Lisa z TVP - w młodości...Poczułam, że jestem w dobrych rękach!
Potem pan monotonnym głosem poprosił o dowód osobisty i zaczął wypełniać papierki. 
Chyba z 10 minut. 
A potem to już biegusiem było, pan zaprowadził mnie do jednej kasy, potem do drugiej, tam tradycyjnie już: papierki, dowód osobisty (po raz CZWARTY w tym dniu), sprawdzenie, papierki, papierki, podpisy, pieczątki i OTRZYMAŁAM SWOJE 50 zł!!!!
Jak to niewiele potrzeba człowiekowi do szczęścia!!!!!






sobota, 23 listopada 2013

Kłamstwo

Czy pisałam już o kłamstwie, bo nie pamiętam? No co, no co, mam swoje lata!
Tak? To napiszę jeszcze raz, bo to temat rzeka:)))

"Proszę pana, proszę pana,
Zaszła u nas wielka zmiana:
Moja starsza siostra Bronka
Zamieniła się w skowronka,
Siedzi cały dzień na buku
I powtarza: kuku, kuku!"
"Pomyśl tylko, co ty pleciesz!
To zwyczajne kłamstwa przecież."
"Proszę pana, proszę pana,
Rzecz się stała niesłychana:
Zamiast deszczu u sąsiada
Dziś padała oranżada,
I w dodatku całkiem sucha."
 "Fe, nieładnie! Fe, kłamczucha!"
(...) J. Brzechwa - Kłamczucha (fragment)

Powiadają: kłamstwo ma krótkie nogi. A bo ja wiem, czy tak jest naprawdę?
Moim zdaniem, na kłamstwie można całkiem nieźle funkcjonować i to lata całe. Czyli te nogi, wcale nie znów aż takie krótkie.
Na podwalinach kłamstwa powstały całe cywilizacje -  starożytne, nowożytne i współczesne. No i co? I trwały lata a nawet wieki.
Na kłamstwach budowano władzę w każdej epoce.
Przypomnijcie sobie tylko słynną kiełbaskę przedwyborczą, kto lepiej i bardziej przekonywująco kłamie, ten lepiej "jedzie". I cóż, że wilcze ślipka mówią co innego niż wdzięczny dzióbek?
Był w historii taki jeden, co nie kłamał. NIGDY. I chciał, by inni też tego nie robili. By byli uczciwi, nie popełniali złych czynów. I go ukrzyżowali.
Ludzie kłamią bez mrugnięcia okiem i drgnięcia powieki. Kłamią, patrząc w oczy. Kłamią i wszyscy im wierzą, bo mają wizerunek osoby bez skazy, bezkonfliktowej, życzliwej wszystkim. Jak osoba taka może kłamać, to przecież NIEMOŻLIWE!




Czyli, że aby kłamać wiarygodnie, aby nas nikt o to kłamstwo nie podejrzewał, najpierw trzeba cierpliwie wykreować swój image - świetnego pracownika, pani domu, dobrego męża, ojca, człowieka kochającego dzieci, zwierzęta, wspomagającego potrzebujących itd.
Stąd takie upodobanie do fotografowania się np. głów państwa, gwiazd telewizji czy innych osób publicznych, w towarzystwie dzieci - np. w domu dziecka, zwierząt - w schronisku oraz np. w otoczeniu niepełnosprawnych. Takie budowanie swojego wizerunku na osobach słabych czy skrzywdzonych przez los, automatycznie wzbudza w odbiorcy podziw i wiele pozytywnych emocji. 
Dlatego wykorzystują to co niektórzy, pokazując się na wszelkiego rodzaju akcjach charytatywnych czy odwiedzając dzieci w szpitalach - w nieodłącznym towarzystwie kamer.
A te wszystkie kapele grające w Orkiestrze Świątecznej Pomocy?
Ilu z jej uczestników robi to dla szczytnych celów, a dla ilu jest to okazja by wypłynąć, by się przypomnić gdy gwiazda gaśnie...



Kłamstwo na ogół przynosi wiele pożytku kłamiącemu, w końcu kłamie się dla korzyści.
Korzyści te mogą być w sferze materii, ale też w tej niematerialnej, dającej kłamiącemu np. podziw, a nawet zazdrość otoczenia, pochwały dla jego ucha, akceptację...Innymi słowy, przez kłamstwo dodajemy sobie zasług w oczach otoczenia.
Okłamuje się innych często ze strachu czy wstydu. 
Kłamie się w sposób bezczelny, często na oczach tych, którzy znają prawdę lub domyślają się jej.
Podstawą mistrzowskiego kłamstwa jest wytrwałość w "pójściu w zaparte", konsekwencja i ...dobra pamięć :)
Wszak musimy pamiętać w szczegółach cośmy nakłamali i komu...
Najlepiej po prostu wymyśleć sobie swoją wersję zdarzenia i w nią uwierzyć. Wówczas kłamiemy z większym przekonaniem.
Kłamią prawie wszyscy. Kłamstwo stało się obecnie zasadą, receptą, a jego ranga jako czynu złego się zdewaluowała. 
Bez kłamstwa po prostu nie możemy żyć.
Czasem życie po prostu zmusza nas do kłamstwa.
Bzdurność przepisów, irracjonalność sytuacji, paradoksalność faktów...
Nie, nie usprawiedliwiam kłamstwa! Trzeba powiedzieć sobie jasno: kłamstwo jest złe. Ukrywanie prawdy to też kłamstwo! Zatajanie, wyolbrzymianie, przekręcanie, manipulowanie - kłamstwo ma wiele twarzy...
I wszystkie drogi prowadzą do jednego - negacji prawdy. Kłamstwo jest więc wrogiem prawdy, jego kontrastem...Jak ciemność jest brakiem światła, zło - brakiem dobra, tak kłamstwo - brakiem prawdy.
Czasem kłamstwo jest pozornie konieczne. Niekiedy...nie tylko pozornie...
Ale zawsze jest czymś złym, niewłaściwym i nieprzyzwoitym...Czasem w mniejszym stopniu, czasem w większym jedynie...
A teraz skoro już wiecie, życzę wam abyście doświadczali tylko miłych kłamstw!



niedziela, 17 listopada 2013

Krzyż i tęcza...

Moi drodzy,
Opowiem Wam co mną dziś wstrząsnęło...
Już setki razy na ten temat pisałam, mówiłam...
Kwestia tolerancji - dla homoseksualistów, Żydów (Semitów), czarnych...ups...chciałam powiedzieć Afroamerykanów itd., itp.
Czyli dla wszystkich.
Za wyjątkiem katolików.
Tak więc mamy się liczyć z homoseksualistami by ich nie urazić np. pisaniem brzydko o ich manifestacjach, paradach, gdzie na golasa jadą na platformach, macając się po...ramionach.
To jest wesoła parada "równości", wesołości, swobody, miłości, szczęścia i całej reszcie tych (tfu!) heteryków NIC do tego! Bo im się należy! Kto spojrzy krzywo, kto się wypowie, ten homofob, kartofel, zaścianek i można mu z tyłka zrobić jesień Średniowiecza!



Mamy wszyscy liczyć się z homoseksualnymi osobami/obywatelami, bo to są bardzo wrażliwe jednostki! Nie możemy więc ich uczuć, w całej subtelności, urazić!
Nie możemy się wypowiadać w temacie pedofilii w kontekście homo, pomimo, że udowodniony został tu ścisły związek. Jednak. Ale nie, o tym mówić nie można, można mówić za to często, głośno, dosadnie i obraźliwie o pedofilach - księżach, w dodatku przy okazji złodziejach i pijakach!
Tu żadne normy przyzwoitości nie obowiązują.
O czarnym nie możemy powiedzieć, że ma czarną skórę, mimo, że faktem niezaprzeczalnym to jest...
No, że o Żydach nie każdy może mówić cokolwiek, to wiadomo, niektórzy są po prostu niegodni samego tematu związanego z tą nacją..
Ale nie o tym...
W ramach otwartej niedawno wystawy pn. "British British Polish Polish: sztuka krańców Europy w latach 90. I dziś" w  Centrum Sztuki Współczesnej, jest pokazywany film Jacka Markiewicza pt. "Adoracja Chrystusa".
Obraz (z roku 1993) to praca dyplomowa autora. Jest to film, który przedstawia nagiego artystę, pieszczącego leżący na podłodze średniowieczny krucyfiks z prawie nagą postacią Jezusa.
Nie należy się dziwić, że przeciwko takiemu pogwałceniu uczuć religijnych nie tylko większości Polaków, ale wszystkich katolików na całym świeciem, protestują środowiska katolickie.
Członkowie Krucjaty Różańcowej postanowili okupować salę stołecznego Centrum Sztuki Współczesnej jako wyraz protestu...
Nie będę komentować już tego, jakie zarzuty/pytania powstały w zwiazku z faktem powstania filmu, a mianowicie:
- na jakiej podstawie wydano autorowi średniowieczy eksponat, który został sprofanowany?
- jak można tego typu przedsięwzięcie traktować jako pracę dyplomową? 
- dlaczego CSW postanowiło eksponować i płacić za tę bluźnierczą instalację?
- dlaczego dyrektor i kurator nie zareagowali już na pierwsze zarzuty ws. wystawy?
Mam nadzieję jedynie, że sprawą zainteresuje się min. prokuratura...A może i inne organy?
Jak na razie p. Minister Zdrojewski nabrał wody w usta, ale wystawy nie finansuje...Podobno.
Jak widzicie, moi Drodzy, na to, że ktoś będzie miał wzgląd wrażliwość katolików nie ma co liczyć.
Zniszczono homoseksualną tęcze na przeciwko kościoła - jest skandal.
Oczywiście nie pochwalam dewastowania czegokolwiek, ale...
Chodzi głównie o to, że...mogą się PEWNE środowiska poczuć URAŻONE!
Pamiętamy przecież kiedy powstała tęcza i przez kogo zostało jej powstanie zainicjowane , w dodatku jakby ku urąganiu ludziom wierzącym, którzy w niedziele i Święta kościelne wychodzą z pobliskiego kościoła i muszą "podziwiać" to wielce wymowne dzieło, nasuwające niewątpliwe skojarzenia z flagą PEWNEJ MNIEJSZOŚCI SEKSUALNEJ.




Tu, profanacja symbolu religijnego i..nic się nie dzieje w zasadzie...
Bo to jest ta, no...wyrażenie artysty, sztuka...Taka no...licentia artistica...
Ta sama "licentia" , która pozwala np. bezcześcić zwłoki zmarłych i wykorzystywać je do instalacji pseudoartystycznych....
Obrzydliwe, podłe, niecne...
I na to, by to pojąć, jak się okazuje, nie trzeba nawet być katolikiem, wystarczy zwykły humanitaryzm, przyzwoitość, wrażliwość...
Milo Kurtis - muzyk (zespoły Izrael, Voo Voo czy Osjan), zadeklarowany ateista wypowiedział się zdecydowanie przeciwko profanacji Krzyża.



"Zdecydowanie sprzeciwiam się profanacjom krzyża! Można to samo wyrazić w inny sposób, nie obrażając innych. Samej wystawy nie widziałem, opowiadał mi o niej Kamil Sipowicz, mówię więc ogólnie o takich przypadkach. Ja takiej sztuki nie akceptuję. I proszę pamiętać, że mówię to jako ateista, nie katolicki oszołom."
Dalej stwierdza kategorycznie że mu, jako ateiście, łatwiej dostrzec fakt, iż w Polsce atakuje się krzyż.
"Nie jest on dla mnie świętością, tak samo jak nie jest nią szubienica czy gilotyna. Ale wiem, ze zabrzmię jak katolicki fanatyk. Od wielu lat na całym świecie dokonuje się profanacji krzyża".
Cóż... 

czwartek, 14 listopada 2013

Kto ty jesteś?

Kto ty jesteś?

Kochani, czy znacie to:

- Kto ty jesteś?
- Polak mały.
- Jaki znak twój?
- Orzeł biały.
- Gdzie ty mieszkasz?
- Między swemi.
- W jakim kraju?
- W polskiej ziemi.
- Czem ta ziemia?
- Mą Ojczyzną.
- Czem zdobyta?
- Krwią i blizną.
- Czy ją kochasz?
- Kocham szczerze.
- A w co wierzysz?
- W Polskę wierzę.
- Coś ty dla niej?
- Wdzięczne dziecię.
- Coś jej winien?
- Oddać życie. 


Oczywiście, znamy to wszyscy...
Ale nie wszyscy wiecie, że autorem tego patriotycznego wiersza jest wielki piewca polskości - Władysław Bełza. Żył on w latach 1847 - 1913 i był poetą, który "uczył dzieci jak najlepiej kochać Polskę" .

Nie będę Was zanudzać, drodzy Czytelnicy, nawałem informacji o Władysławie Bełzie, całkowicie dziś zapomnianym zresztą (dlaczego?), kto ciekawy niech sobie o nim poczyta...
Jeszcze tylko przytoczę fragment jego wiersza z "Katechizmu polskiego dziecka":


(...)Do Ojczyzny, po rodzinie,
Wzbudź najczystszy żar miłości:
Tuś się zrodził w tej krainie
I tu złożysz swoje kości.
W czyim sercu miłość tleje,
I nie toczy go zgnilizna,
W tego duszy wciąż jaśnieje:
Bóg, Rodzina i Ojczyzna.


Tak....
Niektórzy z Was pomyślą: jakie to stare, trąci myszką, kto tam teraz tak pisze? Przecież to nie na dzisiejsze czasy, gdy młodzi emigrują tam, gdzie im będzie lepiej...Świat stoi otworem, jesteśmy jego obywatelami, co tam Polska? Tam nasz dom, gdzie żyjemy...
Ano, to może i prawda, ale...No właśnie...Co tam tak gryzie tych wszystkich emigrantów, skoro im TAM tak dobrze? Co ich gna tutaj, co ich ciągnie?
Może jednak coś jest w tej obecnie obśmiewanej miłości do Ojczyzny, "do Kraju tego, gdzie kruszynę chleba podnoszą z ziemi przez uszanowanie dla Darów Nieba" jak to pięknie pisał Norwid..
.
Ale dziś...Właśnie...
Nasza rodzima czołowa feministka bez nijakiej żenady, rozbrajająco szczerze wyznaje przed kamerami: "Nie świętuję 11 listopada, ani na biało-czerwono, ani na kolorowo".
A potem stwierdza dalej z rozczulającym spokojem:"Nie przestanę być Polką nawet, gdybym chciała, ale czy muszę tę tożsamość otaczać kultem? Nie czuję takiej potrzeby". "Mijałam w piątek, jeszcze przed uroczystościami, Pałac Prezydencki. Marszałek Piłsudski na wielkim telebimie robił na swojej kasztance patriotyczne >>patataj patataj<<, a za nim gigantyczny orzeł biały w koronie i hasło >>Marsz Razem dla Niepodległej<<. To mi się kojarzy z rozkazem "Marsz!". Absurd. Pewnie urażę tym niektórych, ale trudno: to estetyka i presja rodem z III Rzeszy. Brzuch mnie rozbolał na ten widok".
Hmmmm...Czy nie uważacie moi Złoci, że taki lans serwowany obywatelom naszego Kraju, szczególnie tym młodym, łykającym wszystkie nowinki jak indyki, to coś niezupełnie w porządku? Jak to się ma do naszego patriotyzmu, który powinien być nam wpajany. Mnie babcia moja Ś.P. uczyła, że Ojczyznę trzeba kochać i szanować, że przy śpiewaniu hymnu stoi się na baczność itd.
Za Ojczyznę ludzie życie oddawali, pod zaborami walczyli z narażeniem tego życia o zachowanie polskości, o polską mowę...A dziś?
Patriotyzm jest niemodny, to jakieś archaiczne słowo. Symbole narodowe? Po co i na co to komu? Flagę narodową można wbić w fekalia, orła białego znieważyć...Wolność słowa, a co! I wszyscy jeszcze brawo biją i się cieszą!
Że taki dowcipny ten Kubuś Wojewódzki! Że taki w porzo!
A sam winny? Cóż..."W Polsce ciągle jeszcze brakuje przestrzeni dla wszelkiego rodzaju prowokacji i happeningów artystycznych" - stwierdził spokojnie Wojewódzki. Ano widzicie ludzie? Narobić kupę na nasz narodowy symbol to jest "happening artystyczny"! Przypominam, rzecz miała miejsce w 2008 roku w programie Wojewódzkiego.
Ale to jeszcze nie wszystko. W innym programie Kubuś uwielbiający naśmiewać się z naszych symboli narodowych, namówił lidera zespołu "Boys" Marcina Millera do odśpiewania naszego hymnu narodowego w wersji...disco - polo. A co sobie będą żałowali!





I co się potem dziwić młodym ludziom, że robią zadymy w uroczystości obchodów święta narodowego?
Przecież w końcu "czym skorupka nasiąknie za młodu", prawda?
I jeszcze jedno...Patriotyzm pielęgnujemy w młodym pokoleniu w różny sposób, a niewątpliwie to uczucie jest bardzo pozytywne i szlachetne, choć obecnie ośmieszane, dewaluowane i wykpiwane przez niektóre środowiska.
Jednym ze sposobów jest nauka historii, czytanie naszych dzieł literatury - Sienkiewicza, Mickiewicza, Norwida, Krasińskiego...
A dziś robi się sporo, by wmówić młodzieży, że praktyczniej jak sobie poczytają "Wiedźmina" albo "Harrego Pottera". Albo po prostu jakieś poradniki ekonomiczne...

piątek, 8 listopada 2013

Między ciszą, a ciszą...

Ostatnio zbulwersowała mnie sprawa pewnego żołnierza, który stracił w wojsku zdrowie, a ZUS nie chce mu przyznać renty, gdyż uważa, że powinien "załatwić sobie" grupę inwalidzką i podjąć pracę, którą będzie w stanie wykonywać...
Tak, tak, ZUS jest dobry dla pracowników, gdy "ciągnie" od nich wysokie składki ubezpieczeniowe, ale przestaje być łaskawy jak chodzi o wypłatę zasiłków chorobowych lub przyznanie renty...
Oj, wtedy to trzeba się dopiero "nachodzić".
Poczekalnie pełne ludzi, którzy przebywają na zwolnieniach lekarskich, często po szpitalach, o kulach, przyjeżdżają z daleka na wezwanie, by udowdnić , że nie symulują. Śmiech! Ale pan każe, sługa musi!
Tylko ten "sługa" płaci składki całe lata właśnie po to, by w takich sytuacjach otrzymywać, to co mu się należy, a nie po to, by sobie taki ZUS robił niepotrzebną papierologię, zatrudniał multum pracowników (którzy łażą z kąta w kąt) i co rusz wykładał swoje urzędy nowymi marmurami!
I doprawdy, śmieszą mnie te wezwania ludzi na komisje, ludzi mający choroby nieuleczalne lub nieodwracalne kalectwo! Przecież takiemu bez nogi, nagle po 10 latach ta noga nie odrośnie, po co więc te komisje?
Mój znajomy po poważnej operacji, z wieloma schorzeniami przewlekłymi, dodatkowo zaatakowany bólem, musiał stawić się na wezwanie by udowodnić słuszność wystawionego zwolnienia. Lekarz orzecznik potraktował go jak oszusta, był dość podejrzliwy i nieprzyjemny i zadawał..GŁUPIE PYTANIA - wszystko miał w dokumentacji! W końcu znajomy się wkurzył (choć jest niespotykanie spokojnym człowiekiem) i mówi: panie doktorze, jak ma pan zastrzeżenia to niech pan mi wystawi zaświadczenie, że nadaję się do pracy - po operacji, ze stwierdzonymi dolegliwościami i z obecnymi badaniami. Orzecznik zamknął twarz i dał spokój....
Ale nie o tym...
Jechałam sobie dzisiaj z Biedronki środkiem komunikacji MZK - tramwajem znaczy. Z zakupami, jak zwykle.
Usiadłam sobie wygodnie, a jakże, i patrzę na ludzi.
Na przeciwko stoi mężczyzna - dość młody, w kurtce i tak jakoś dziwnie macha ręką.
- Może Parkinson - myślę sobie...A on macha tak szybciutko...Może jakieś zmiany neurologiczne - myśle dalej...
Na przeciwko niego siedzi, zaraz przede mną, młoda kobieta. Czarna kurtka z flałszu, piękne kręcone włosy, ciemne , zebrane w ogon...Na plecach plecaczek, trochę podniszczony i wypłowiały.
I ten mężczyzna tak do niej machał!
Odkrycie! To byli głuchoniemi!!!! 


Mężczyzna po swojemu coś tłumaczył kobiecie. Teraz już nie machał, tylko szybko pokazywał rękami. Ona mu odpowiadała. Chyba opowiadał jej coś interesującego, widać było, że jest dość pobudzony. Jego ręce szybciutko wykonywały ruchy, które oznaczały konkretne słowa i pojęcia...
Nie chciałam się gapić. To nieładnie. Ale kątem oka starałam się zerkać i...domyślić sensu...Odczytywałam chyba poszczególne wyrazy, ale oczywiście sensu nie rozumiałam, nie znam języka migowego...
Teraz z kolei "mówiła" kobieta. Szybko machała rękami...Mężczyzna słuchał z zainteresowaniem...
Naraz zauważyłam dziecko. Może pięcioletnie, w niebieskiej kurteczce i czapeczce na głowie. Ono też tak samo machało rękami jak rodzice...Teraz jemu coś tłumaczył tata...Dziecko, jak to dziecko, zachowywało się naturalnie, jakby to, w jaki sposób się porozumiewa z rodzicami, nie było niczym nadzwyczajnym...Gdy chciało zwrócić uwagę ojca, szarpało go za dół kurtki i rozpinało mu guzik...Teraz ono chciało "mówić"! I chciała by go "słuchano" - i mamusia i tatuś!
Chyba była to szczęśliwa rodzina. Mimo kalectwa...Mimo tego życia w świecie ciszy. Mimo tego wyobcowania, życia w jakimś stopniu poza nawiasem, w swojej enklawie...
W zamkniętym świecie niedostępnym dla tych "normalnych", zdrowych...Którzy mają zdrowe oczy, uszy, nogi...Tylko bardzo często nie mają serca...



A może właśnie dlatego tamci upośledzeni są szczęśliwi...
Bo mają swój "intymny mały świat", w którym żyją z dala od pisku opon samochodowych, rzężęnia przejeżdżających tramwajów, kłótni ludzi, śmiechu, często rozwydrzonych nastolatków, którzy myślą tylko o sobie i widzą tylko siebie...
Tak sobie myślałam patrząc na tych uśmiechniętych, skromnych ludzi...
Wysiedli z tramwaju...Mężczyzna wziął dziecko za rączkę przy przejściu na pasach. Matka poprawiła małemu czapeczkę..Ot, szara codzienność...

Jak w piosence Grzesia Turnaua:

"Między ciszą a ciszą
sprawy się kołyszą
i idą
i płyną
póki nie przeminą
każdy swoje sprawy
trochę dla zabawy
popycha przed siebie
po zielonym niebie"(...)





piątek, 1 listopada 2013

Dieta

Byłam dziś u Pani od Ryb.
Pani sprzedaje ryby ze specjalnie dostosowanego samochodu - z lodówkami, zamrażarką, ladą, gablotkami itp.
To moja znajoma.
Wygląda dobrze tzn. jest to postawna kobieta, z wybujałymi kobiecymi atrybutami...Z tyłu i z przodu!
- Trzeba by się w końcu wziąć za odchudzanie. Chyba przejdę na post, poniekąd to bardzo skuteczne i oczyszcza organizm! - zagaiłam.
- To prawda! Bardzo dobrze tak sobie pogłodować.
- Ale chyba dłużej jak parę dni to nie da rady. Podobno są ludzie, którzy nie jedzą miesiąc albo i dłużej - kontynuowałam temat z lekkim sceptycyzmem w tonie.
- Wie pani, ja byłam na takim turnusie zdrowotnym w Konstancinie. Tam ośrodek prowadzą księża Pallotyni. Schudłam w 2 tygodnie 10 kilogramów, a po przyjeździe następne dziesięć! Dieta jest prowadzona pod nadzorem lekarzy i specjalnie opracowana z nastawieniem na oczyszczenie organizmu z toksyn. Je się dużo surówek. Ale co najważniejsze, rano zjada się na czczo cytrynę. Przez dwa tygodnie dochodzi się do 6 cytryn dziennie. Cytryny wspierają spalanie tłuszczu...
Następnego dnia rano zaserwowałam sobie na czczo ósemkę cytrynki. Było mi potem pół dnia kwaśno.
Potem się dowiedziałam, że mój kuzyn leczył się cytrynami na kamienie...Kamienie się rozpuściły (chyba), ale on za to rozchorował się na żołądek.
Ktoś powiedział, że te cytryny też niedobre w nadmiarze bo doprowadzają do osteoporozy, podobno wapń zjadają! To by się nawet zgadzało, gdy się połączy tę hipotezę z informacją o leczeniu tych kamieni! Bo takie kamienie to chyba też z wapnia?????
A może takimi cytrynami w ogóle się złogi leczy - np. szczawianowe w stawach. nie wiecie czasem? Dna moczanowa, te rzeczy..
Tylko jednek marny to biznes, jak nawali co innego - żołądek, wątroba i będzie "zamienił stryjek siekierkę na kijek"!
Tak to jest z tym leczeniem dietami.
Z niniejszymi wątpliwościami poszłam do wielkiej orędowniczki diety cytrynowej Pani od Ryb.
- No co pani, to dwa tygodnie najdłużej!
A tak w ogóle to jak pani będzie na bazarku to niech pani mi kupi ze cztery golonki! Zrobię sobie w miodzie i w piwie!
Dieta odchudzająca znaczy - pomyślałam...
Ale golonki kupiłam, a jakże!