Patrzę na swoją facjatę odbijającą się w lustrze. Kto to jest, ta stara baba? To ja?
Jeszcze nie tak dawno wyglądałam inaczej! To niesprawiedliwe! No tak, powieczki opadłe jak u MongUła jakiego... Oj tam, oj tam, Mongoły mają takie od urodzenia i jest dobrze! I żyją! W jurtach sobie mieszkają, oślice doją...Eeee tam... Kiedyś mi coś robili koło noska (pięknego mojego) i taką malutką szramkę mam. Od szycia. Tylko że jak mi nadciągnęli z jednej mańki, to z drugiej mi puściło i zrobili mi taką zmarszczkę, partacze! Tak to jest z lekarzami! No i cerka taka już przywiędła lekko. Jak na jabłuszku jesiennym. Nochal jak kalafior. Zawsze taki był. Prześliczne warzywo, zdrowe, z rodziny kapustnej! Fałdy "bólu i uśmiechu" przy usteczkach, które już nieco wyblakłe i kolorek straciły i konturek...Na szyjce obrączki lat. Włoski pofarbowane niby, ale nad czółkiem (nieco przypominającym pole po zaoraniu pługiem) siwizna wyłazi, piękna srebrzysta. Dodaje mi dostojeństwa, wyglądam jak królowa w srebrnej koronie. Może Królowa Śniegu andersenowska? Oj, trzeba się chyba zbierać...Już do innego świata czas człowiekowi. Desek nakupować, szafę zrobić i hajda! Jeszcze niby zdrowie nie najgorsze, ale jak tak się wsłucham we własny organizm to...No, lekarze to by mi tam z pewnością zara ze sto chorób znaleźli! Dlatego do nich nie chodzę! Konowały jedne! Jak mi ucho na ostrym dyżurze laryngologicznym załatwili taką rurką, tak mam sensacje do dziś dnia, muszę se Geranium pchać, a teraz to kropelki wpuszczam...Od razu lepiej! Lekarzu, lecz się sam! Jak by mnie te wracze w obroty wzięli, rentgeny, echa, tomografie porobili, to bym na tym wyszła jak Zabłocki na mydle! A guzik, nie dam się!Poszłabym nawet do jakiegoś dobrego laryngologa, ale terminy są dwa miesiące, to mi się nie chce czekać, tym bardziej, że najpierw trzeba wystać w kolejce skierowanie u internisty. E tam, póki w człowieku jeszcze się życie kołacze, póki nogami jeszcze sam wlecze, to szkoda czasu i pieniędzy na leczenie! Natura sama nam daje swoje bogactwa, zioła, pajęczyna jest przez pajączki tkana, a z chlebkiem zagnieść, nad kuchnią stanąć węglową, powdychać trochę, żeby gardło nagrzać, o!
Dziś szkolenie mam, szlag by to! Muszę jakoś do porządku się doprowadzić. Jakiś make up, tona pudru, róż na ryło, błyszczek, oko na Maroko, a drugie na Kaukaz, rzęsa na sztywno jak nóżki jakiego robala albo muchy...No już! Uffff! Jeszcze tylko tapir na łeb...
- Zawsze mówiłem, że Mały Miś jest człowiekiem z Kosmosu - małż się odezwał ŻYCZLIWIE.
REPTILIAN, od razu widać!
poniedziałek, 19 listopada 2012
niedziela, 18 listopada 2012
Co można kupić za 1 zł
Fajne, co nie?
Kosztowało 1 zł. Nie, nie chodzi o telefon...Chociaż też żaden tam wypasiony, wręcz przeciwnie. Ale ja jestem minimalistką i rzeczy luksusowych nie lubię. Wcale mi to nie potrzebne. Obejdzie się! Nie dla mnie komóra, skóra i fura! Ja mam rzeczy drogie, szpanerskie,w głębokim poważaniu, czyli w Milusi. Milusia to moja tylnia część ciała. Tak, ta sama, którą ktoś określił jako "część ciała, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę". Nie lubię zbytku. I wcale nie dlatego, że mnie nie stać, choć nie mówię, że mnie stać, to nie ta sfera...Jestem zakłopotana, zażenowana ZBYTKIEM. Źle się czuję w ekskluzywnych lokalach, czy sklepach, otoczona przepychem...Zresztą..Nie chadzam, nie korzystam i..nie żałuję! Mam coś w rodzaju pogardy dla takich gadżetów, które w zasadzie niczemu konkretnemu nie służą, a jedynie nieużytecznemu design'owi (modne słowo). Przeraża mnie skomplikowana obsługa telefonów nowej generacji z dźwiękami polifonicznymi, śmycznymi, smartfony, śmony i inne ony...Po co mi to? Telefon ma mieć wyraźne cyferki i jakąś melodyjkę wygrywać jako sygnał (mają niektórzy własne sygnały - np. spuszczanie wody, puszczanie baków i inne, wszystko by zaszpanować, pokazać TO JA OSOBA WYJĄTKOWA wśród szarego PLEBSU). Albo zalew tych komputerów, netbooków, tabletów...E tam, to dobre dla młodych, gniewnych i szczerych!
Ale o czym to ja? Aha, o tym co można kupić za złotówkę. Nic? No nie..Można i to nawet całkiem caKowicie fajoską rzecz. Na bazarze jest taka buda. Ruska babucha tam handluje. Wszystko po 1 zł. W zasadzie większość to badziew, ale czasem można trafić na ciekawy rarytas. Stoisko jest zawsze oblężone przez zażywne emerytki, z laskami i bez, z siatkami, w beretkach moherowych i kapelutkach, za to wszystkie potrząsające z zapamiętaniem, ba zacietrzewieniem, głowami nad tymi cudeńkami po jeden polski złoty. Ano, każdego stać - to jest ten atut. I można tam wnusiowi kupić piękny samochodzik, naklejki z batmanem jakim, wnusi portmoneteczkę dla Barbie, ozdoby choinkowe z wikliny, talerze, szklanki, jak z kryształu....
I to na czym moja komórka sobie "siedzi" kosztowało właśnie tę symboliczną złotówkę. Są tam też takie rzeczy, że przypominają się czasy głębokiego PRL-u. Golarka turystyczna na żyletkę. Kieliszki na majówkę. Baby oglądają ciekawie przedmioty, których przeznaczenie często bywa dla nich tajemnicą..
- A do czego to?
- A tu se pani naciska, tu..- tłumaczy ruskaja żenszczina
- Eeeee..nie wiem...
No, w końcu jak się tę złotówkę wydaje, to trzeba przynajmniej wiedzieć na co i po co!
Talerze piękne tam kupiłam szklane..Czyste szkło, talerz o średnicy 27 cm. Na kanapeczki dla moich facetów jak znalazł...Skrobaczka do pięt z kamienia...Mąż ma teraz pięty jak model jaki, alabaster prawdziwy albo jaki aksamit :))))) Teraz poluję na talerzyki deserowe. Bo moje mi się zdekompletowały. Przy zmywaniu. Trzy chłopy w domu, wiadomo!
Pokładki pod sprzęt grający były nawet - do 50 kg PODOBNO wytrzymują! Nie kupiłam :) I budziki na baterię zamykane w piłce kopanej, śliczności, ale babcie się przepychały, każda po trzy sztuki brała! Praca łokci była jak się patrzy..Swoją drogą, to te emerytki mają siłę, wiadomo, materiał wojenny, nie do zdarcia! Jeszcze one powinny tym młodym słabeuszom miejsca ustępować w komunikacji, bo teraz pokolenie wygłodzone, wydietowane, na sałacie, z jedzeniem uważają, żeby nie przytyć, szczególnie panienki..A potem fik i mdleje! Jak toto dziecko urodzi? Ano, pewnie będzie i chciała, żeby za nią jaka probówka urodziła, albo sobie zażyczy znieczulenie bo to takie teraz MODNE, po co ma cierpieć?
No i jeszcze dużo innych szalenie atrakcyjnych rzeczy jest, wszystkich nie wyliczę, jak sobie chcecie co kupić to zapraszam, tylko trzeba się spieszyć, bo są plany likwidacji bazarku , a wtedy to sobie to samo będziecie mogli kupić w centrum handlowym ale za dwudziestokrotną cenę, ło!
Co sobie można poczytać w wolnej chwili!
Powracając do mojego podobieństwa do skrzatka polnego z tej przepięknej książeczki, którą mi babcia czytała przez całe dzieciństwo...Ten skrzatek to był taki wujek Dobra Rada. "Niech przepiórce czy jej córce cierń w skrzydełko wlazł przypadkiem, posyłają wnet po skrzata, radźże, mądrym jesteś skrzatkiem!" Jakoś tak to leciało. Cokolwiek się coś komuś działo, zaraz do tego skrzata te lenie zwierzaki zasuwały i "radź"! Bujaj się Felek, zamiast samemu pomyśleć, pogłówkować! Tak najłatwiej, zwalić na kogoś, psia krew, a samemu dupsko rozwalić, noga na nogę i machanko! Lenie, psia ich kapota! Pasożyty społeczne, taka ich cara Mikołaja mać! No! Wkurzyłam się, jak sobie przypomniałam, jak te zwierzaki tego skrzata wykorzystywały! Jak to dziecinna lektura może człowieka wpienić! Czuję jak mi ciśnienie podskoczyło! Cholera jasna! Cała czerwona jestem jak burak przez tego olernego skrzata! Bo on też jakiś naiwniak! Zamiast pobierać gratyfikacje za te porady!Biuro jakie powinien otworzyć, porady prawne, albo pomoc psychologa albo co równie intratnego! To on za jelenia robił, ten skrzat!
Ale nie dokończyłam, co było dalej...No i te zwierzaki tak przyłaziły, przyłaziły i mu mandolinę zawracały. A to cierń, a to zboża chomikom zabrakło (bo się obijały albo nierządem zajmowały pewnikiem, wałkonie), albo co tam innego! Tak wszyscy do tego skrzata jak po ogień, a on, jak ta ofiara losu, aż wychudł i zczerniał...No i w końcu jak czuł, że jak tak dalej pójdzie to w kalendarz kropnie, poszedł po rozum do głowy. Pobudował sobie willę na odludziu i nazwał tę fortecę "Domek Zapomnienia" na znak, że ma wszystko w...du...w nosie znaczy, żeby go te wszystkie powsinogi nie znalazły i by w końcu miał spokój! I dobrze zrobił! Ale jak kto się głupi rodzi to głupim zostaje! Ledwo se w fotelu zasiadł a tu słyszy głosy tych, co to im samym się pokombinować nie chciało: gdzie jest skrzatek i gdzie jest skrzatek? No i facio wziął i pękł. Wrócił i znów robił za jelenia. I jeszcze powiedział se tak: oj, zapomnieć można wszystko, chyba kiedy się umiera" - biedny , pewnie sobie wywróżył...Oj głupiś ty boś biedny, oj biednyś boś głupi!
A mnie nikt tu wykorzystywać nie będzie i za hubę MOIM kosztem, soki ze mnie ostatnie wyciągać i na mojej krwawicy pasożytować!
Miałam o czym innym, wyJszło o czym innym, bo się wkur...wkurzyłam znaczy tym skrzatem. Koniec i bomba, kto to przeczyta ten trąba i dobranoc i wesołych Świąt i wszystkiego najlepszego! Ło!
sobota, 17 listopada 2012
Miłość
Czym jest miłość? Wielu zadawało sobie to pytanie w przebiegu dziejów, zadaje i zadawać będzie zawsze...I wcale nie chodzi tu TYLKO o relacje męsko - damskie, takie typowe hmmm - hmmm ,bzyku - bzyku, stuku - puku, pitu - pitu, bara - bara, riki - tiki :) Tylko tak..ogólnie...
Teraz się MODNIE nazywa to CHEMIĄ. Ot, zaiskrzyło coś między nimi i CHEMIA zadziałała. I już biedacy, nic na to nie mogli poradzić, na tę chemię znaczy...Bo obecnie to się mówi, że trzeba iść za głosem serca, no bo jak niby inaczej? On - do tej pory dumny ojciec trójki dzieci, mąż, głowa rodziny. Ona żona, matka pięcioletniej Amelki...Ale ONI się ZAKOCHALI! Wszystko bez tE chemiE! Ta chemia usprawiedliwia wszystko, na tę chemię można zawsze zwalić swoją nieodpowiedzialność, brak przyzwoitości, swoją chęć do "wymiany na lepszy model", swoje znudzenie codziennością, swoje pragnienie nowych podniet, tzw. pauerA ,czy tam nowej "szansy życiowej". SZANSY!
Nie ma się co dziwić, że ta wyświechtana codziennością, widziana w zdrowiu, w chorobie, w zmęczeniu, czasem zła, ŻONA w porównaniu z tą NOWĄ, energiczną, wyfiokowaną, pachnącą i słodzącą, nie wytrzymuje konkurencji... Jeśli się nie patrzy przez pryzmat serca i odpowiedzialności, a tylko kieruje własnym egoizmem....Druga młodość, trzecie zęby, na karku szósty krzyżyk, ale...ostatecznie może mieć i siedemnaście, byle młodo wyglądała! Tak rodzą się CHORE związki z zasady. Mężczyzny siedemdziesięcioletniego, ale z grubo wypchanym portfelem i dwudziestopięcio letniej dzierlatki. Albo trzydziestoletniego macho bez kasy i sześćdziesięcioletniej dogasłej gwiazdy albo kobiety sukcesu nieźle zakonserwowanej, ale..dalej mającej sześćdziesiątkę, którą jednak WYRAŹNIE widać w sypialni po zmyciu tony "tynku" z twarzy.
A gdzie jest miłość, gdzie odpowiedzialność, gdzie poczucie obowiązku?
Wyjaśniam, ja nie mówię o patologiach - pije, bije. Nie mówię o tym, by trwać, kosztem siebie i często dzieci....Ja mówię o fanaberiach, o fantasmagoriach, o własnym egoiźmie, gdy myśli się TYLKO o sobie i o własnym szczęściu, które bywa zwyczajną ułudą, mirażem, fatamorganą.. I w dodatku bardzo często budowanym kosztem innych...
Były trzy przyjaciółki. Bywały u siebie, ufały, znały się od szkoły. Trzy papużki nierozłączki. Jedna po rozwodzie. Jedna niezamężna. Jedna szczęśliwa żona. I co? Ta rozwódka bez skrupułów odbiera męża tej mężatce. Powiecie, że musieli OBOJE TEGO chcieć? Owszem. Ale tu akurat inicjatorką była "przyjaciółeczka" bo...dlaczego ona ma mieć, a ja nie? Dotąd chłopu zawracała w głowie, aż dopięła swego...I już żadna lojalność czy przyzwoitość nie miała prawa głosu...A on? No cóż? Nowa, INNA, za rok okaże się, być może, ta zamiana z serii "zamienił stryjek siekierkę na kijek", facet spadnie z deszczu pod rynnę, wpadnie jak śliwka w kompot i..obudzi się z ręką w nocniku...I będzie już za późno, pozostanie żal i rwanie resztek włosków z mocno już przerzedzonej czupryny...Opadną zmysły, błyśnie światło - jak w piosence..Idylla nie będzie trwać wiecznie, a królewicz okaże się wcale nie znów takim królewiczem, tylko kalesoniarzem w śmierdzących skarpetkach, czkającym po jedzeniu i śmierdzącym papierochami. A ona miast królewny - zwyczajną gęsiarką, baaaa nawet gęsią, z wytłuszczoną, grubo nasmarowaną kremem twarzą i szpileczkami tylko na wielkie wyjścia (a on myślał, że te szpilki to z nią zrośnięte, a tu w świetle dnia i giganty haluksy się pokazały). That is life :))))
A miało być o miłości...Bo miłość jest jak chleb. Nie przejada się nigdy. Czasem ma smak razowca, czasem wykwintnej bułki z ziarenkami, czasem jest tym gorącym, wiejskim bochenkiem wyjętym dopiero co z pieca, a czasem mocno czerstwym, ale jeszcze zjadliwym ostatnim kawałkiem zwykłego, najtańszego pieczywa...Ale zawsze , jakiby ten chleb nie był, nie przeje się, bo to on jest podstawą naszego bytu...Miłość jest też jak woda i powietrze..Bo tylko ten, kto czerpie z tego bogactwa codziennie, rozwija się, ubogaca duchowo, wzlatuje jak ptak w najwyższy nieboskłon aż do słońca...I nie zastąpi tego złota żaden tombak, ani inny stop, czy kruszec...
Teraz się MODNIE nazywa to CHEMIĄ. Ot, zaiskrzyło coś między nimi i CHEMIA zadziałała. I już biedacy, nic na to nie mogli poradzić, na tę chemię znaczy...Bo obecnie to się mówi, że trzeba iść za głosem serca, no bo jak niby inaczej? On - do tej pory dumny ojciec trójki dzieci, mąż, głowa rodziny. Ona żona, matka pięcioletniej Amelki...Ale ONI się ZAKOCHALI! Wszystko bez tE chemiE! Ta chemia usprawiedliwia wszystko, na tę chemię można zawsze zwalić swoją nieodpowiedzialność, brak przyzwoitości, swoją chęć do "wymiany na lepszy model", swoje znudzenie codziennością, swoje pragnienie nowych podniet, tzw. pauerA ,czy tam nowej "szansy życiowej". SZANSY!
Nie ma się co dziwić, że ta wyświechtana codziennością, widziana w zdrowiu, w chorobie, w zmęczeniu, czasem zła, ŻONA w porównaniu z tą NOWĄ, energiczną, wyfiokowaną, pachnącą i słodzącą, nie wytrzymuje konkurencji... Jeśli się nie patrzy przez pryzmat serca i odpowiedzialności, a tylko kieruje własnym egoizmem....Druga młodość, trzecie zęby, na karku szósty krzyżyk, ale...ostatecznie może mieć i siedemnaście, byle młodo wyglądała! Tak rodzą się CHORE związki z zasady. Mężczyzny siedemdziesięcioletniego, ale z grubo wypchanym portfelem i dwudziestopięcio letniej dzierlatki. Albo trzydziestoletniego macho bez kasy i sześćdziesięcioletniej dogasłej gwiazdy albo kobiety sukcesu nieźle zakonserwowanej, ale..dalej mającej sześćdziesiątkę, którą jednak WYRAŹNIE widać w sypialni po zmyciu tony "tynku" z twarzy.
A gdzie jest miłość, gdzie odpowiedzialność, gdzie poczucie obowiązku?
Wyjaśniam, ja nie mówię o patologiach - pije, bije. Nie mówię o tym, by trwać, kosztem siebie i często dzieci....Ja mówię o fanaberiach, o fantasmagoriach, o własnym egoiźmie, gdy myśli się TYLKO o sobie i o własnym szczęściu, które bywa zwyczajną ułudą, mirażem, fatamorganą.. I w dodatku bardzo często budowanym kosztem innych...
Były trzy przyjaciółki. Bywały u siebie, ufały, znały się od szkoły. Trzy papużki nierozłączki. Jedna po rozwodzie. Jedna niezamężna. Jedna szczęśliwa żona. I co? Ta rozwódka bez skrupułów odbiera męża tej mężatce. Powiecie, że musieli OBOJE TEGO chcieć? Owszem. Ale tu akurat inicjatorką była "przyjaciółeczka" bo...dlaczego ona ma mieć, a ja nie? Dotąd chłopu zawracała w głowie, aż dopięła swego...I już żadna lojalność czy przyzwoitość nie miała prawa głosu...A on? No cóż? Nowa, INNA, za rok okaże się, być może, ta zamiana z serii "zamienił stryjek siekierkę na kijek", facet spadnie z deszczu pod rynnę, wpadnie jak śliwka w kompot i..obudzi się z ręką w nocniku...I będzie już za późno, pozostanie żal i rwanie resztek włosków z mocno już przerzedzonej czupryny...Opadną zmysły, błyśnie światło - jak w piosence..Idylla nie będzie trwać wiecznie, a królewicz okaże się wcale nie znów takim królewiczem, tylko kalesoniarzem w śmierdzących skarpetkach, czkającym po jedzeniu i śmierdzącym papierochami. A ona miast królewny - zwyczajną gęsiarką, baaaa nawet gęsią, z wytłuszczoną, grubo nasmarowaną kremem twarzą i szpileczkami tylko na wielkie wyjścia (a on myślał, że te szpilki to z nią zrośnięte, a tu w świetle dnia i giganty haluksy się pokazały). That is life :))))
A miało być o miłości...Bo miłość jest jak chleb. Nie przejada się nigdy. Czasem ma smak razowca, czasem wykwintnej bułki z ziarenkami, czasem jest tym gorącym, wiejskim bochenkiem wyjętym dopiero co z pieca, a czasem mocno czerstwym, ale jeszcze zjadliwym ostatnim kawałkiem zwykłego, najtańszego pieczywa...Ale zawsze , jakiby ten chleb nie był, nie przeje się, bo to on jest podstawą naszego bytu...Miłość jest też jak woda i powietrze..Bo tylko ten, kto czerpie z tego bogactwa codziennie, rozwija się, ubogaca duchowo, wzlatuje jak ptak w najwyższy nieboskłon aż do słońca...I nie zastąpi tego złota żaden tombak, ani inny stop, czy kruszec...
czwartek, 15 listopada 2012
Lubię was, chłopy!
Faceci to całkiem inny gatunek...O, oni to inna inszość! Oni się nie bawią w jakieś szczegóły i szczególiki np. stroju (no chyba, że któryś jes z tych "kochających inaczej oł, oł, ajajajaj). A posądzić któregoś o "pedalstwo" to wielka obraza! Jeśli mężczyzna powie do mężczyzny: wyglądasz jak pedał - znak, że szuka zaczepki!
Mężczyzna myśli konkretnie i analitycznie. I bzdety go nie absorbują!
Nie dla niego jakieś fatałaszki, jakieś problemy typu: wybrać ŁADNĄ cebulkę, czy marchewkę na zakupach! Co to znaczy ładną? Łapie w garść jaka jest i już! Kobita będzie analizować: a żeby pani mniejszą wybrała, bo te duże to na pewno na tym pryskaniu pestycydami tak urosły, a to pole to gdzie, nie przy autostradzie, a co ta marchewka taka jakaś guzowata, pewnie gleba tam marna jakaś, a co ona taka blada?
Facet kupuje co jest i w nogi! Taka jest (ta marchew), taka być musi i nie ma nad czym deliberować, bo i tak idzie do garnka (najlepiej na rosół + porządne mięcho), a potem do brzucha! Z tego się nie strzela! Są inne problemy, ważniejsze! Polska - Anglia dziś mecz, o! A Jarząbek czy tam inny Gamoń sfaulowany! Kontuzję ma, 7 kość śródstpia naruszona i ścięgno Achillesa! Oj, co to będzie! POLSKAAAA GOOOLAAAA!!!!!! A tu..marchewka phiiiiii! Opony trzeba zmienić na zimowe! Kaczmarski zmienił tydzień temu! Żydki znów się tłuką! To jest problem! Chińczyki trzymają się mocno! Stadion Narodowy przecieka! Poseł Twaróg powiedział w sejmie: pocałujta mnie w dupę! To są tematy! Marchewka....
Facet nie ma podzielności uwagi. Nie dla niego to co dla kobiety codzienność: jednocześnie włączyć pranie, zdjąć poprzednie, poprasować, nastawić obiad, odpowidzieć dziecku na pytanie, zerknąć w telewizję bo akurat "Kawa czy herbata", pamiętać - kupić sól, o i mąki już mało!!!!
Jedna czynność - mieszanie bigosu i straczy. Aż nadto! Byle w tym czasie meczu nie było! Albo jakaś tam Pierdziańska nie grała o mistrzostwo śwata!
Mężczyzna jest prosty w obsłudze, bo jego konstrukcja jest prosta niczym konstrukcja cepa hihi
Podstawowa sprawa to święty spokój, koryto i od czasu do czasu kobita do dyspozycji. Proporcje w zależności od wieku UDZIAŁU PROCENTOWEGO tych "składowych" się zmieniają. Im mężczyzna starszy, tym więcej potrzebuje świętego spokoju. Korytko - w zasadzie constans.
Z mężczyzną należy się porozumiewać krótkimi, zrozumiałymi dla niego komunikatami. Nie wolno używać kwiecistych opisów, gdyż wówczas mężczyzna się "rozstraja", a z czasem wyłącza i jest duża szansa niezrozumienia naszych intencji (kobiet). Kategorycznie ZABRONIONE używanie słow takich jak: cardigan, kolor ecru, haft richelieu itd. Mężczyzna rozróżnia np. tylko trzy kolory: niebieski, czerwony i biały (dwa ostatnie ze względu na nasze narodowe barwy występujące często na boisku). Miała na sobie ładną kieckę - bo czerwoną! Dla faceta istnieje jedno określenie na to co kobieta ma na sobie, jeśli akurat nie ma spodni - kiecka. Nie ważne, czy to sukienka, czy spódnica! To zbyt TRUDNE!
A teraz co do spraw męsko-damskich...
Sprawa podstawowa. Mężczyznę należy trzymać w LEKKIEJ niepewności cały czas. NIGDY nie pokazuje mu się "całej pupy" - jak mawiały nasze babcie. Chłop MUSI być święcie przekonany, że jego wybranka jest największym skarbem, a wielu KONKURENTÓW dybie na ten skarb i tylko czycha na moment jego nieuwagi! Jak taki efekt ma uzyskać kobieta? Nie ma gotowej recepty, każda MĄDRA i ROZSĄDNA dama MA SWOJĄ :)
Jasne, w sytuacjach podbramkowych KONKURENTKI traktować parasolką lub: kochanieńka, a jak tam, wyleczyłaś się już z OTWARTEJ GRUŹLICY, czy jeszcze prątkujesz???Biedactwo!
To oczywiście TYLKO przykład. Są różne szkoły płoszenia, bo kobiety gdy tylko zauważą, że jakiś facet jest "nie do ruszenia" staną na głowie, by szczęśliwa "właścicielka" nie była tego TAKA PEWNA, ale to już INNY TEMAT na może kiedyś :)
Ważne, by mężczyzna miał hobby. Zalecane te niewymagające wychodzenia z domu, gdyż stwarza to zagrożenia! Jakie - tego tłumaczyć chyba nie muszę? Zalecane: modelarstwo, sport (fotelowy), numizmatyka, filatelistyka, bibliofilstwo..Niezalecane: łowiectwo, rybołówstwo itp.
Ważne - w razie choroby, nawet KATARU, okazywać WIELKIE współczucie dla JEGO cierpienia, pielęgnowanie zalecane, czułość, herbatka z malinkami, okrywanie kołderką i całowanie w czółko (uwaga, żeby się nie zarazić! - chora kobieta w domu jest NIEMILE widziana!!!!)
Mężczyzna LUBI jak kobieta wygląda ładnie, lecz nie może zrozumieć takiego OCZYWISTEGO DROBIAZGU, jak zakup czternastego kapelusika w tym miesiącu! Dlatego lepiej, żeby nie wiedział i żył w błogiej nieświadomości, po co nadwyrężać jego umysł (o ograniczonych możliwościach zresztą) ZBYTECZNYMI wątpliwościami? Kapelutek chowa się na trzy dni do szafy i za trzy dni zakłada na łeb. W końcu PO TO się go kupiło by zobaczyła sąsiadka! Kiedy on pyta zza gazety: o, nowy kapelusz, kupiłaś sobie? Odpowiada się ZAWSZE ZGODNIE Z PRAWDĄ: eeeee, staryyyy, nie pamiętasz? Stary - ma trzy dni, pamiętać nie może, bo GO NIE WIDZIAŁ, prawda jakie to proste? On przyznać się nie może, że "nie pamięta" bo przecież nie jest sklerotykiem, a na wygląd żony OCZYWIŚCIE cały czas zwraca uwagę!
Jest jeszcze wiele tematów, ale...Muszę lecieć, zrobić mojemu Misiowi pyszniutkie śniadanko i głębiej upchać do szafy ten nowy, wczoraj kupiony, kapelutek!
Mężczyzna myśli konkretnie i analitycznie. I bzdety go nie absorbują!
Nie dla niego jakieś fatałaszki, jakieś problemy typu: wybrać ŁADNĄ cebulkę, czy marchewkę na zakupach! Co to znaczy ładną? Łapie w garść jaka jest i już! Kobita będzie analizować: a żeby pani mniejszą wybrała, bo te duże to na pewno na tym pryskaniu pestycydami tak urosły, a to pole to gdzie, nie przy autostradzie, a co ta marchewka taka jakaś guzowata, pewnie gleba tam marna jakaś, a co ona taka blada?
Facet kupuje co jest i w nogi! Taka jest (ta marchew), taka być musi i nie ma nad czym deliberować, bo i tak idzie do garnka (najlepiej na rosół + porządne mięcho), a potem do brzucha! Z tego się nie strzela! Są inne problemy, ważniejsze! Polska - Anglia dziś mecz, o! A Jarząbek czy tam inny Gamoń sfaulowany! Kontuzję ma, 7 kość śródstpia naruszona i ścięgno Achillesa! Oj, co to będzie! POLSKAAAA GOOOLAAAA!!!!!! A tu..marchewka phiiiiii! Opony trzeba zmienić na zimowe! Kaczmarski zmienił tydzień temu! Żydki znów się tłuką! To jest problem! Chińczyki trzymają się mocno! Stadion Narodowy przecieka! Poseł Twaróg powiedział w sejmie: pocałujta mnie w dupę! To są tematy! Marchewka....
Facet nie ma podzielności uwagi. Nie dla niego to co dla kobiety codzienność: jednocześnie włączyć pranie, zdjąć poprzednie, poprasować, nastawić obiad, odpowidzieć dziecku na pytanie, zerknąć w telewizję bo akurat "Kawa czy herbata", pamiętać - kupić sól, o i mąki już mało!!!!
Jedna czynność - mieszanie bigosu i straczy. Aż nadto! Byle w tym czasie meczu nie było! Albo jakaś tam Pierdziańska nie grała o mistrzostwo śwata!
Mężczyzna jest prosty w obsłudze, bo jego konstrukcja jest prosta niczym konstrukcja cepa hihi
Podstawowa sprawa to święty spokój, koryto i od czasu do czasu kobita do dyspozycji. Proporcje w zależności od wieku UDZIAŁU PROCENTOWEGO tych "składowych" się zmieniają. Im mężczyzna starszy, tym więcej potrzebuje świętego spokoju. Korytko - w zasadzie constans.
Z mężczyzną należy się porozumiewać krótkimi, zrozumiałymi dla niego komunikatami. Nie wolno używać kwiecistych opisów, gdyż wówczas mężczyzna się "rozstraja", a z czasem wyłącza i jest duża szansa niezrozumienia naszych intencji (kobiet). Kategorycznie ZABRONIONE używanie słow takich jak: cardigan, kolor ecru, haft richelieu itd. Mężczyzna rozróżnia np. tylko trzy kolory: niebieski, czerwony i biały (dwa ostatnie ze względu na nasze narodowe barwy występujące często na boisku). Miała na sobie ładną kieckę - bo czerwoną! Dla faceta istnieje jedno określenie na to co kobieta ma na sobie, jeśli akurat nie ma spodni - kiecka. Nie ważne, czy to sukienka, czy spódnica! To zbyt TRUDNE!
A teraz co do spraw męsko-damskich...
Sprawa podstawowa. Mężczyznę należy trzymać w LEKKIEJ niepewności cały czas. NIGDY nie pokazuje mu się "całej pupy" - jak mawiały nasze babcie. Chłop MUSI być święcie przekonany, że jego wybranka jest największym skarbem, a wielu KONKURENTÓW dybie na ten skarb i tylko czycha na moment jego nieuwagi! Jak taki efekt ma uzyskać kobieta? Nie ma gotowej recepty, każda MĄDRA i ROZSĄDNA dama MA SWOJĄ :)
Jasne, w sytuacjach podbramkowych KONKURENTKI traktować parasolką lub: kochanieńka, a jak tam, wyleczyłaś się już z OTWARTEJ GRUŹLICY, czy jeszcze prątkujesz???Biedactwo!
To oczywiście TYLKO przykład. Są różne szkoły płoszenia, bo kobiety gdy tylko zauważą, że jakiś facet jest "nie do ruszenia" staną na głowie, by szczęśliwa "właścicielka" nie była tego TAKA PEWNA, ale to już INNY TEMAT na może kiedyś :)
Ważne, by mężczyzna miał hobby. Zalecane te niewymagające wychodzenia z domu, gdyż stwarza to zagrożenia! Jakie - tego tłumaczyć chyba nie muszę? Zalecane: modelarstwo, sport (fotelowy), numizmatyka, filatelistyka, bibliofilstwo..Niezalecane: łowiectwo, rybołówstwo itp.
Ważne - w razie choroby, nawet KATARU, okazywać WIELKIE współczucie dla JEGO cierpienia, pielęgnowanie zalecane, czułość, herbatka z malinkami, okrywanie kołderką i całowanie w czółko (uwaga, żeby się nie zarazić! - chora kobieta w domu jest NIEMILE widziana!!!!)
Mężczyzna LUBI jak kobieta wygląda ładnie, lecz nie może zrozumieć takiego OCZYWISTEGO DROBIAZGU, jak zakup czternastego kapelusika w tym miesiącu! Dlatego lepiej, żeby nie wiedział i żył w błogiej nieświadomości, po co nadwyrężać jego umysł (o ograniczonych możliwościach zresztą) ZBYTECZNYMI wątpliwościami? Kapelutek chowa się na trzy dni do szafy i za trzy dni zakłada na łeb. W końcu PO TO się go kupiło by zobaczyła sąsiadka! Kiedy on pyta zza gazety: o, nowy kapelusz, kupiłaś sobie? Odpowiada się ZAWSZE ZGODNIE Z PRAWDĄ: eeeee, staryyyy, nie pamiętasz? Stary - ma trzy dni, pamiętać nie może, bo GO NIE WIDZIAŁ, prawda jakie to proste? On przyznać się nie może, że "nie pamięta" bo przecież nie jest sklerotykiem, a na wygląd żony OCZYWIŚCIE cały czas zwraca uwagę!
Jest jeszcze wiele tematów, ale...Muszę lecieć, zrobić mojemu Misiowi pyszniutkie śniadanko i głębiej upchać do szafy ten nowy, wczoraj kupiony, kapelutek!
Mały bazar w wielkim świecie
Lubię obserwować...Jestem sobie taką obserwatorką - myślicielką. Troszkę niezrozumianą, troszkę wyobcowaną, tak troszkę poza nawiasem jakby...Banitka za weneckim lustrem...Czasem milcząco obserwuję ten świat, który często mnie zadziwia, czasem śmieszy, czasem bulwersuje, a często..zasmuca...Bo ten dzisiejszy świat XXI wieku jest coraz bardziej nastawiony na "mieć", a coraz mniej na "być"..To świat, którego połowa ludzi umiera z przejedzenia, a druga połowa z głodu, świat pełen paradoksów..Świat, w którym jedni kupują samochody za miliony dolarów, a inni nie mają na garstkę ryżu, a nawet brak im wody i giną z pragnienia..Świat, w ktorym pieskom buduje się wille z pełnym wyposażeniem, a dzieci umierają na ulicach...W tym świecie wydaje się miliardy na zbrojenia, na różnego typu eksperymenty, loty w kosmos, jednocześnie robiąc niewiele, by podstawowe potrzeby ludzi mieszkających na naszym globie były zabezpieczone. Świat, w którym wszystko jest na sprzedaż: nawet uczucia, dzieci, organy ludzkie...Świat, w którym bruka się i depcze świętości: bezcześci się ludzkie zwłoki, robiąc z nich pseudoartystyczne instalacje, profanuje groby, fałszuje historię, nie szanuje uczuć innych ludzi jako swoich bliźnich...To smutne..
W tym wszystkim jednak jest jakiś jasny punkt..Mimo i POMIMO - zdrowe relacje łączące często ludzi..niewykształconych, prostych, mało wyrafinowanych...To ci właśnie ludzie, zwyczajni i szarzy potrafią jeszcze żartować i zdrowo się śmiać. Z innych i z siebie...
Na bazarku dwoje handlarzy. Na sąsiednich stoiskach. Kobieta i mężczyzna.
- Rozmień mi 50 zł! - prosi on
- Zaaaaraz! - przeciągle ociąga się ona
- Zaraz to taka duża rosyjska bakteria!
I zaraz dodaje
- Aleś ty się zrobiła nieprzyjemna, co to pieniądze robią z czlowieka!
Oboje wybuchają śmiechem...
Idzie chłopek chudzina obładowany dwiema reklamówkami. Przed nim zasuwa baba spora i rozlożysta z maleńką torebeczką. Coś tam cały czas nadaje, głośno i szeroko. Facet nie nadąża z wielkimi siatami, zostaje w tyle. Kobita w pewnym momencie odwraca się i go ciapie:
- No stary, gdzie ty jesteś? Ja do ciebie mówię, a ciebie nie ma! No normalnie idiotkę z siebie robię! Jak to wygląda? No ruszaj się, szybciej, ruchy, ruchy! Co tak jak ślimak idziesz? Guzdrze się i guzdrze!
Facet spłoszony przebiera szybciej chudymi nóżkami jak u pająka :)
Przy kapelutkach zawsze tłum. Baby mierzą nakrycia głowy. Żeby miała sto w domu, zawsze obejrzy się za sto pierwszym :) Dwie koleżanki mierzą kapelusze. Jedna obcina drugą krytycznym wzrokiem.
- Ja to taką mam twarz "niekapeluszową". W żadnym nakryciu głowy nie wyglądam dobrze! No popatrz tylko - prosi koleżankę - ten leży znowuŻ jak naleśnik!
Po chwili kupuje tego naleśnika...
Strasza kobita sprzedaje ciasto z wózka. Strasznie krzyczy. Zachwala głośno swój towar.
- Tylko cztery złote! Świeżutkie! Bardzo dobre! Dziś przywiezione. BARDZO PYSZNE CIASTO DROŻDŻOWE!!!!
- A wczoraj było po 3,50!
- To nie takie, to było inne!
- Pani da!
Kobieta pakuje , dokładając z własnej inicjatywy jeszcze "świeżutkie ze śliwką".
- Ale to będzie za dużo!
Baba zła jak osa rzuca ciastem. Dobrze, że nie w klientkę...
Folklor jak z Wiecha :)
Ano Grochów..Wiadoma rzecz, stolYca i każde słowo zbędne, i w ogóle i w szczególe i pod każdem innem względem - jak to śpiewał Jarema Stępowski...
W tym wszystkim jednak jest jakiś jasny punkt..Mimo i POMIMO - zdrowe relacje łączące często ludzi..niewykształconych, prostych, mało wyrafinowanych...To ci właśnie ludzie, zwyczajni i szarzy potrafią jeszcze żartować i zdrowo się śmiać. Z innych i z siebie...
Na bazarku dwoje handlarzy. Na sąsiednich stoiskach. Kobieta i mężczyzna.
- Rozmień mi 50 zł! - prosi on
- Zaaaaraz! - przeciągle ociąga się ona
- Zaraz to taka duża rosyjska bakteria!
I zaraz dodaje
- Aleś ty się zrobiła nieprzyjemna, co to pieniądze robią z czlowieka!
Oboje wybuchają śmiechem...
Idzie chłopek chudzina obładowany dwiema reklamówkami. Przed nim zasuwa baba spora i rozlożysta z maleńką torebeczką. Coś tam cały czas nadaje, głośno i szeroko. Facet nie nadąża z wielkimi siatami, zostaje w tyle. Kobita w pewnym momencie odwraca się i go ciapie:
- No stary, gdzie ty jesteś? Ja do ciebie mówię, a ciebie nie ma! No normalnie idiotkę z siebie robię! Jak to wygląda? No ruszaj się, szybciej, ruchy, ruchy! Co tak jak ślimak idziesz? Guzdrze się i guzdrze!
Facet spłoszony przebiera szybciej chudymi nóżkami jak u pająka :)
Przy kapelutkach zawsze tłum. Baby mierzą nakrycia głowy. Żeby miała sto w domu, zawsze obejrzy się za sto pierwszym :) Dwie koleżanki mierzą kapelusze. Jedna obcina drugą krytycznym wzrokiem.
- Ja to taką mam twarz "niekapeluszową". W żadnym nakryciu głowy nie wyglądam dobrze! No popatrz tylko - prosi koleżankę - ten leży znowuŻ jak naleśnik!
Po chwili kupuje tego naleśnika...
Strasza kobita sprzedaje ciasto z wózka. Strasznie krzyczy. Zachwala głośno swój towar.
- Tylko cztery złote! Świeżutkie! Bardzo dobre! Dziś przywiezione. BARDZO PYSZNE CIASTO DROŻDŻOWE!!!!
- A wczoraj było po 3,50!
- To nie takie, to było inne!
- Pani da!
Kobieta pakuje , dokładając z własnej inicjatywy jeszcze "świeżutkie ze śliwką".
- Ale to będzie za dużo!
Baba zła jak osa rzuca ciastem. Dobrze, że nie w klientkę...
Folklor jak z Wiecha :)
Ano Grochów..Wiadoma rzecz, stolYca i każde słowo zbędne, i w ogóle i w szczególe i pod każdem innem względem - jak to śpiewał Jarema Stępowski...
Baby, nie lubię was!:)
Powiem tak. Oficjalnie, publicznie, bez znieczulenia, prosto w oczy, bo do tchórzy i lawirantów nie należę, nie będę komuś za plecami czterech liter obrabiać (w tym momencie akurat, nie żeby wcale nigdy), powiem to z cechującą mnie szczerością, bez ogródek, bez owijania w bawełnę - jak to mówią, EXPLICTE, wywalę tę kawę na ławę, machnę prosto z mostu, powiem szczerze i dobitnie PRO PUBLICO, powiem jak ksiądz z ambony, jak poseł z mównicy, jak głowa państwa z trybuny, powiem jak prokurator wyrok, jak mówca do zgromadzonej publiczności, powiem WPROST: NIE LUBIĘ WAS, BABY!!!!!!
Wolę facetów, zdecydowanie.
Gdzie są trzy kobiety, a jedna wyjdzie, choćby to nawet i przyjaciółki, zawsze te dwie co zostają tyłek jej obrobią. Niby tak lojalnie, niby tak...dla JEJ DOBRA, niezłośliwie, bo w końcu to jej sprawa, ale....
- Czy ona musi z tym swoim obibokiem siedzieć? No powiedz sama, trymałabyś takiego chłopa w domu? Dźwiga te ziemniaki w siatach, ręce powyciągane do kolan..A ten pan hrabia sobie gazetkę czyta i piwko popija!
-A zobacz jak ona się ubrała! No założyłabyś na siebie takie coś? Przecież wygląda jak cyrkowiec! To mogłaby założyć młoda dziewczyna ale nie baba czterdzieści parę lat!
- Ona chyba nie ma jeszcze czterdziestki....
- Ale wygląda na pięćdziesiąt! Widziałaś, co u niej się dzieje pod oczami i na szyi! Niech pali więcej! Znałam taką jedną, co też tak paliła, żółte zęby, sucha skóra, zmarszczki, a potem...ehhhh...cztery lata mija jak ziemię gryzie...
- O Niuśce mówisz? Ale ona przecież W WYPAKU SAMOCHODOWYM!
- No i co z tego! Jakby nie zginęła, to byś zobaczyła, co by było za rok albo dwa!
- A widziałaś te jej buty? No kto w takich szpilkach chodzi do pracy? To dobre do teatru, albo na..tego no....jak ona tam się nazywa...o, wiem! SYLWESTER!
- Aż jej się te szpile powykrzywiały...No, szczuplutka to nie jest...Widziałaś jakie ma opony? W pasie aż się roluje...Mogłaby coś luźniejszego założyć!
- Ale za to u góry jej się nic nie roluje hehehe Dekolt to nosi do pasa, ale pokazać to co za bardzo nie ma..Już nasz prezes Kołodziejczyk ma więcej. Dobre "B" hihi Widziałam raz w lecie hahahaha
Ona to taka Tereska: z przodu deska, z tyłu deska...
- Ja ci coś powiem. Jak ona by sobie dobrego puszaka sprawiła, spódnicę taką...Widziałam nawet odpowiednią wczoraj, od razu o niej pomyślałam, w końcu koleżanka...Człowiek chce dla niej jak najlepiej, nikomu źle życzyć nie można..Co ona winna, że nie ma gustu i że naiwna? Ta spódniczka to była taka...elegancka. Za kolanko, ze dwa centymetry, może trzy, tak tylko, tylko, żeby zakryła (ona kolana ma niezgrabne to akurat), na górze w paseczek, ale taki szerszy, lekko usztywniony, żeby się jej nie zwijał na tych oponach. Lekko rozszerzona dołem, kolor taki śliwka, ale wiesz, węgierka, taka dojrzała, toszkę melańżyk jakby z bordo...Ale to bordo to nie takie bordowe, tylko jekby czerowne wino..320 zł w promocji! Ale materiał ekstra, taka cieplejsza, na podszewce, porządnie wykończona...Chociaż nie wiem, czy dla niej nie za elegancka..Sama się zastanawiałam dla siebie...
Wchodzi ta trzecia...
- Dzieczynki, przyniosłam wam gorącą czekoladę z automatu, właśnie naprawili, wypijemy sobie!
- Oj, ale ty kochana jesteś! Choć nie wiem, czy ja to powinnam...Ty z twoją doskonałą figurą możesz sobie pić i pięć dziennie! A ta bluzeczka, co masz ją dziś na sobie, to chyba nowa? Zapomniałam ci powiedzieć, że fantastycznie w niej wyglądasz, do oczu ci pasuje i do włosów, noramalnie osiemnastka...
NO!
Wolę facetów, zdecydowanie.
Gdzie są trzy kobiety, a jedna wyjdzie, choćby to nawet i przyjaciółki, zawsze te dwie co zostają tyłek jej obrobią. Niby tak lojalnie, niby tak...dla JEJ DOBRA, niezłośliwie, bo w końcu to jej sprawa, ale....
- Czy ona musi z tym swoim obibokiem siedzieć? No powiedz sama, trymałabyś takiego chłopa w domu? Dźwiga te ziemniaki w siatach, ręce powyciągane do kolan..A ten pan hrabia sobie gazetkę czyta i piwko popija!
-A zobacz jak ona się ubrała! No założyłabyś na siebie takie coś? Przecież wygląda jak cyrkowiec! To mogłaby założyć młoda dziewczyna ale nie baba czterdzieści parę lat!
- Ona chyba nie ma jeszcze czterdziestki....
- Ale wygląda na pięćdziesiąt! Widziałaś, co u niej się dzieje pod oczami i na szyi! Niech pali więcej! Znałam taką jedną, co też tak paliła, żółte zęby, sucha skóra, zmarszczki, a potem...ehhhh...cztery lata mija jak ziemię gryzie...
- O Niuśce mówisz? Ale ona przecież W WYPAKU SAMOCHODOWYM!
- No i co z tego! Jakby nie zginęła, to byś zobaczyła, co by było za rok albo dwa!
- A widziałaś te jej buty? No kto w takich szpilkach chodzi do pracy? To dobre do teatru, albo na..tego no....jak ona tam się nazywa...o, wiem! SYLWESTER!
- Aż jej się te szpile powykrzywiały...No, szczuplutka to nie jest...Widziałaś jakie ma opony? W pasie aż się roluje...Mogłaby coś luźniejszego założyć!
- Ale za to u góry jej się nic nie roluje hehehe Dekolt to nosi do pasa, ale pokazać to co za bardzo nie ma..Już nasz prezes Kołodziejczyk ma więcej. Dobre "B" hihi Widziałam raz w lecie hahahaha
Ona to taka Tereska: z przodu deska, z tyłu deska...
- Ja ci coś powiem. Jak ona by sobie dobrego puszaka sprawiła, spódnicę taką...Widziałam nawet odpowiednią wczoraj, od razu o niej pomyślałam, w końcu koleżanka...Człowiek chce dla niej jak najlepiej, nikomu źle życzyć nie można..Co ona winna, że nie ma gustu i że naiwna? Ta spódniczka to była taka...elegancka. Za kolanko, ze dwa centymetry, może trzy, tak tylko, tylko, żeby zakryła (ona kolana ma niezgrabne to akurat), na górze w paseczek, ale taki szerszy, lekko usztywniony, żeby się jej nie zwijał na tych oponach. Lekko rozszerzona dołem, kolor taki śliwka, ale wiesz, węgierka, taka dojrzała, toszkę melańżyk jakby z bordo...Ale to bordo to nie takie bordowe, tylko jekby czerowne wino..320 zł w promocji! Ale materiał ekstra, taka cieplejsza, na podszewce, porządnie wykończona...Chociaż nie wiem, czy dla niej nie za elegancka..Sama się zastanawiałam dla siebie...
Wchodzi ta trzecia...
- Dzieczynki, przyniosłam wam gorącą czekoladę z automatu, właśnie naprawili, wypijemy sobie!
- Oj, ale ty kochana jesteś! Choć nie wiem, czy ja to powinnam...Ty z twoją doskonałą figurą możesz sobie pić i pięć dziennie! A ta bluzeczka, co masz ją dziś na sobie, to chyba nowa? Zapomniałam ci powiedzieć, że fantastycznie w niej wyglądasz, do oczu ci pasuje i do włosów, noramalnie osiemnastka...
NO!
Subskrybuj:
Posty (Atom)


