niedziela, 4 listopada 2012
Parafia Rzymsko-Katolicka Bożego Ciała - Kościół Konkatedralny na Kamionku w Warszawie, Sanktuarium Matki Boskiej Zwycięskiej Patronki Diecezji Warszawsko-Praskiej - mój kościól parafialny. Obecnie przechodzi swój renesans , budynek właśnie niedawno przeszedł kapitalny remont. Elewacja, dach, malowanie ścian, wymiana instalacji, ogrzewanie podłogowe, nowa posadzka marmurowa, renowacja zabytkowych elementów, boazerii, płaskorzeźb Drogi Krzyżowej, żyrandoli, ławek, konfesjonałów, nowa kostka przed świątynią...To było bardzo kosztowne przedsięwzięcie finansowane przez Kurię i wiernych. Ale warto było. Teraz kościół lśni. Jest chlubą parafian, którzy nie szczędzą ofiar na obecny remont budynku plebanii.
sobota, 3 listopada 2012
Znów szaliczki...
Zastanawiam się, skąd w człowieku ten pęd do posiadania...Każdy lubi mieć. Stąd na przykład wywodzi się kolekcjonerstwo - rzeczy, które najczęściej nie służą niczemu konkretnemu, a jedynie satysfakcji posiadania. Taki kolekcjoner ma wręcz niewysłowioną przyjemność w podziwianiu swojej kolekcji, oglądaniu jej, chwaleniu się nią, szczególnie przed innymi kolekcjonerami, najchętniej zaś właścicielami mniejszych zbiorów niż on...Ludzie gromadzą coś czasem bezwiednie i nie zawsze nawet nazywają to kolekcją. I każdy w miarę możliwości. Ale łączy ich jedno: lubią mieć. Ci zamożniejsi zbierają motocykle, biżuterię, znamy przypadki prawdziwych kolekcji butów liczących setki par, krawatów, garniturów, obrazów, mebli antycznych...Ja kocham moje szaliczki. Nie są to drogie rzeczy, w każdej chwili mogę sobie zakupić taki szal albo chustę...
Dziś znów byłam. I kupiłam. Czarna pani z dużym wózkiem nerwowo rozglądała się za strażnikami miejskimi. Wózek obstąpiony przez kobiety w różnym wieku...Widząc już z daleka to "stanowisko" na kółkach, nogi same zaczęły szybciej przebierać, a serce żywiej bić...Z oddali zobaczyłam, że jedna z kobiet oglądała mój ulubiony turkus! A niech to! Jeszcze mi wykupi. Dopadłam do wózka. Przy bliższych oględzinach okazało się, że jest drugi i..eeeee...wcale nieciekawy. Ale jest za to z tysiąc innych..Jakaś elegantka w jasnej kurtce przymierza dwa do twarzy. Pyta czarnej: który lepszy, ten czy ten? Mruga przy tym zalotnie oczkami otoczonymi pajęczynką zmarszczek. Hmmmm..spojrzałam mimo woli...Na głowie miałam bardzo smutny lapelutek. Kupiony w zeszłym roku. Czarny z wstawkami z lamparta. Ten jasny, co go TAMTA BABA trzyma, akurat by mi go ożywił! Od razu zobaczyłam w niej konkurentkę! A drugiego takiego nie było...Obserwowałam babsko czujnie jak myśliwy obserwuje na polowaniu każde poruszenie gałązki, mogącej zwiastować nadciąganie grubego zwierza. Gdybym umiała, stanęłabym słupka jak zając...Kobieta zdecydowała się jednak na ten drugi, a ten "mój" odłożyła. A ja łaps, rzuciłam pieniążek czarnej i chodu...W zasadzie mogę podsumować, że zakupy były udane:)
Dziś znów byłam. I kupiłam. Czarna pani z dużym wózkiem nerwowo rozglądała się za strażnikami miejskimi. Wózek obstąpiony przez kobiety w różnym wieku...Widząc już z daleka to "stanowisko" na kółkach, nogi same zaczęły szybciej przebierać, a serce żywiej bić...Z oddali zobaczyłam, że jedna z kobiet oglądała mój ulubiony turkus! A niech to! Jeszcze mi wykupi. Dopadłam do wózka. Przy bliższych oględzinach okazało się, że jest drugi i..eeeee...wcale nieciekawy. Ale jest za to z tysiąc innych..Jakaś elegantka w jasnej kurtce przymierza dwa do twarzy. Pyta czarnej: który lepszy, ten czy ten? Mruga przy tym zalotnie oczkami otoczonymi pajęczynką zmarszczek. Hmmmm..spojrzałam mimo woli...Na głowie miałam bardzo smutny lapelutek. Kupiony w zeszłym roku. Czarny z wstawkami z lamparta. Ten jasny, co go TAMTA BABA trzyma, akurat by mi go ożywił! Od razu zobaczyłam w niej konkurentkę! A drugiego takiego nie było...Obserwowałam babsko czujnie jak myśliwy obserwuje na polowaniu każde poruszenie gałązki, mogącej zwiastować nadciąganie grubego zwierza. Gdybym umiała, stanęłabym słupka jak zając...Kobieta zdecydowała się jednak na ten drugi, a ten "mój" odłożyła. A ja łaps, rzuciłam pieniążek czarnej i chodu...W zasadzie mogę podsumować, że zakupy były udane:)
piątek, 2 listopada 2012
Zaduszki
Dziś Dzień Zaduszny..Drugi dzień nawiedzania cmentarzy. W tym roku chyba potrwa ten "maraton" aż do niedzieli. Wczoraj na Cmentarzu Bródnowskim w Warszawie działy się sceny dantejskie. Dzikie tłumy taranujące kordony policjantów, podobno była nawet bijatyka. Dziś spokojniej, szczególnie z rana. Wybrałam się z rodziną, już koło 9.00 byliśmy na miejscu. Słoneczko, ciepło. Za to błoto po kolana. Po wczorajszym deszczu. Kupiłam lampki w kolorze fioletowym. Bardzo ładnie wyglądały w zestawieniu z liliowymi i amarantowymi chryzantemami. Powiedziałam do syna, że jakbym w razie kropnęła w kalendarz, to...gdyby był uprzejmy, to ja preferuję ten kolorek. Nic się nie odezwał tylko łypnął złym okiem. Ajajajaj, no w końcu to każdego kiedyś...Wielkie mecyje!...Nie żal tych, co odchodzą, ale tych którzy zostają. Taka moja teoria. Bo ci którzy doświadczyli straty bliskiej osoby, pozostają ze swoją tęsknotą i samotnością. A tamci co odeszli ,to mają najprawdopodobniej wszystko w nosie, sobie siedzą na jakiejś chmurce i zygu zygu nam robią z góry, o!
Oporządziłam groby, syn mi nanosił wody, liście naładowałam w worek. Tego to zawsze na kopy! Kiedy by nie pójść,to liście zawsze są, a na Bródnie starodrzew to i liści od groma i ciut ciut....
A przed cmantarzem wesoło! Ludzie uśmiechnięci, objuczeni wszelką chryzanemOM złocistOM i lOmpkami, z twarzy bije zadowolenie i satysfakcja. Stare babcie nabierają wigoru w ten jedyny dzień, przecież muszą obejść wszystkie groby, nie czas na jakieś tam reumatyzmy czy inne bolączki!
Przed samym cmentarzem wydziera się chłopak: KASZTAAAANY, PIECZOOONEEE KAAASZTAAANYYYY, najlepsze kasztany PIEEECZONEEEE!!!!!!
Dalej kiełbaskę grilowaną zjeść można. Tradycyjnie - sprzedają obwarzanki, szyszki i OBOWIĄZKOWO pańską skórkę:) Oczywiście są też balony wypełnione helem! Morze chryzantem : białych, różowych, lila, amarant, żółtych i złocistych (nie w kryształowym wazonie)....
Grają Peruwiańczycy na tych swoich gwizdawkach koło straganu z pięknymi wyrobami regionalnymi a la El Condor Pasa - kapy, czapki, rękawiczki w charakterystycznej kolorystyce podobnej do łowickiego pasiaka..Można też nabyć szklane zwierzaczki, moherowe kapelusiki, rękawiczki w różnych kolorach i z przeróżnych materiałów i wiele innych, NIEWĄTPLIWIE najpotrzebniejszych przedmiotów, o czym świadczy oblężenie straganów, zwłaszcza przez panie w różnym wieku...
Cygani ciągną wózek z bambetlami. Małe dziecko też skorzystało z tego środka lokomocji:)
No i oczywiście można tradycyjnie zjeść potrawy z grilla, słodkości, żelki...Także..chleb ze smalczykiem wiejskim:)
Tak to Polacy obchodzą Zaduszki. Dzień zadumy, wspomnień, wyciszenia...W tłoku, gwarze, tłumie..
Czy jest tam miejsce na cichą modlitwę? Na powierzenie Bogu swoich bliskich, dla niewierzących zaś - na ciche wspomnienie zmarłego...Ano..
A życie toczy się dalej. Trzeba z żywimi naprzód iść jak napisał Asnyk..Może nie bardzo a propos , ale ładne...
Adam Asnyk
Daremne żale
Daremne żale, próżny trud,
Bezsilne złorzeczenia!
Przeżytych kształtów żaden cud
Nie wróci do istnienia.
Świat wam nie odda, idąc wstecz,
Zniknionych mar szeregu:
Nie zdoła ogień ani miecz
Powstrzymać myśli w biegu.
Trzeba z Żywymi naprzód iść,
Po życie sięgać nowe:
A nie w uwiędłych laurów liść
Z uporem stroić głowę!
Wy nie cofniecie życia fal!
Nic skargi nie pomogą!
Bezsilne gniewy, próżny żal!
Świat pójdzie swoją drogą.
Oporządziłam groby, syn mi nanosił wody, liście naładowałam w worek. Tego to zawsze na kopy! Kiedy by nie pójść,to liście zawsze są, a na Bródnie starodrzew to i liści od groma i ciut ciut....
A przed cmantarzem wesoło! Ludzie uśmiechnięci, objuczeni wszelką chryzanemOM złocistOM i lOmpkami, z twarzy bije zadowolenie i satysfakcja. Stare babcie nabierają wigoru w ten jedyny dzień, przecież muszą obejść wszystkie groby, nie czas na jakieś tam reumatyzmy czy inne bolączki!
Przed samym cmentarzem wydziera się chłopak: KASZTAAAANY, PIECZOOONEEE KAAASZTAAANYYYY, najlepsze kasztany PIEEECZONEEEE!!!!!!
Dalej kiełbaskę grilowaną zjeść można. Tradycyjnie - sprzedają obwarzanki, szyszki i OBOWIĄZKOWO pańską skórkę:) Oczywiście są też balony wypełnione helem! Morze chryzantem : białych, różowych, lila, amarant, żółtych i złocistych (nie w kryształowym wazonie)....
Grają Peruwiańczycy na tych swoich gwizdawkach koło straganu z pięknymi wyrobami regionalnymi a la El Condor Pasa - kapy, czapki, rękawiczki w charakterystycznej kolorystyce podobnej do łowickiego pasiaka..Można też nabyć szklane zwierzaczki, moherowe kapelusiki, rękawiczki w różnych kolorach i z przeróżnych materiałów i wiele innych, NIEWĄTPLIWIE najpotrzebniejszych przedmiotów, o czym świadczy oblężenie straganów, zwłaszcza przez panie w różnym wieku...
Cygani ciągną wózek z bambetlami. Małe dziecko też skorzystało z tego środka lokomocji:)
No i oczywiście można tradycyjnie zjeść potrawy z grilla, słodkości, żelki...Także..chleb ze smalczykiem wiejskim:)
Tak to Polacy obchodzą Zaduszki. Dzień zadumy, wspomnień, wyciszenia...W tłoku, gwarze, tłumie..
Czy jest tam miejsce na cichą modlitwę? Na powierzenie Bogu swoich bliskich, dla niewierzących zaś - na ciche wspomnienie zmarłego...Ano..
A życie toczy się dalej. Trzeba z żywimi naprzód iść jak napisał Asnyk..Może nie bardzo a propos , ale ładne...
Adam Asnyk
Daremne żale
Daremne żale, próżny trud,
Bezsilne złorzeczenia!
Przeżytych kształtów żaden cud
Nie wróci do istnienia.
Świat wam nie odda, idąc wstecz,
Zniknionych mar szeregu:
Nie zdoła ogień ani miecz
Powstrzymać myśli w biegu.
Trzeba z Żywymi naprzód iść,
Po życie sięgać nowe:
A nie w uwiędłych laurów liść
Z uporem stroić głowę!
Wy nie cofniecie życia fal!
Nic skargi nie pomogą!
Bezsilne gniewy, próżny żal!
Świat pójdzie swoją drogą.
czwartek, 1 listopada 2012
Jola
Minął rok odkąd Joli nie ma...Tak po prostu odeszła...
Jolę poznałam bardzo dawno temu. Miałam wtedy dwadzieścia lat z małym haczykiem. Ładna, zgrabna czarnulka o pięknych wyjątkowych oczach ocienionych gęstymi rzęsami..Oczy miała przepiękne, szmaragdowe, o kącikach lekko opuszczonych w dół, wielkie i wymowne. Jola nie była może błyskiem intelektu, ale miała coś miłego w sobie. Szalałyśmy razem w Hofflandzie kupując ciuchy z kolekcji Barbary Hoff w Juniorze. Joli było we wszystkim ładnie, bo miała nienaganną figurkę, czego nie można było powiedzieć o mnie i mojej drugiej koleżance Eli. Byłyśmy zawsze trzy. "Święta" trójca :) Zawsze zastanawiałam się, dlaczego Jola nikogo nie ma. Miała już sporo ponad dwadzieścia lat...
Sławka poznała w pracy. Dwa lata młodszy. Nie była do niego przekonana, ale on był uparty. Zależało mu...Nie był ósmym cudem świata, ale w sumie niczego sobie. A potem był ślub. I od tej pory byli jak papużki nierozłączki. Nawet bluzki kupowała Jola takie same dla siebie i męża - uniseks. Mieszkali na parterze i czasem razem siedzieli w oknie. Meblowali skromny pokoik u rodziców. Z gustem, oryginalnie. Widać było Joli rękę, zawsze miała smak...Mniej więcej rok po ślubie przyszedł na świat Marcinek. Słodki szkrab o oczach identycznych jak matka, jak to mówią, "skóra zdarta". Uroczy berbeć..I żyli sobie tak w trójkę....Potem Sławek poszedł pracować w teatrze, robił tam oświetlenie. Praca na noce, specyficzne środowisko...Z Jolą widywałam się rzadko i..już nie była taka radosna jak kiedyś..
A potem był rozwód. Sławek chyba wpadł w jakieś towarzystwo, przestał się interesować domem i synem...Trudno mi to oceniać, Jola mało mówiła na ten temat. Ona zresztą też ułożyła sobie życie na nowo. Drugi mąż Marek był porządnym człowiekiem i...przystojnym. Długo się nie widziałam z Jolą choć mieszkała w pobliżu. Spotkałam ją nagle w drodze do pracy. Rozwijała się, uczyła języka, pracowała w ambasadzie. Chyba sprawy jej się jakoś ułożyły. Miała dobrą pracę, mąż też raczej bez zarzutu. Syna kochała bardziej niż siebie...Marcin miał ponad dwadzieścia lat i był hiphopowcem, ale uczył się bo Jola dbała o jego edukację. Pchała go na siłę, choć jemu chyba trochę bardziej byli w głowie kolesie i piwko. Jak to młodzi teraz...Kiedyś spotykam Jolę w drodze do pracy.
- Gdzie lecisz Jolcia? - pytam
- Do szpitala
- O! A co się stało? Coś poważnego?
- Tak, mam raka. Piersi....
Potem były terapie, Jola chodziła w gustownej peruczce, nie straciła na urodzie. Pocieszałam ją jak umiałam.
Wierzyłam, że będzie dobrze. Syn rzucił swoje towarzystwo. Matka była najważniejsza. Nosił ją na rękach... Potem spotkałam ją na spacerze w parku z mężem i siostrą, miała już swoje odrośnięte włoski. Roześmiana, szczęśliwa, tryskająca energią..
Zmarła na początku września. 4.09 dokładnie. Jej syn 6.09 popełnił samobójstwo. Nie chciał żyć bez matki...Ona była dla niego całym wsparciem. Zostawił list, że wszystkich kocha, wszystkich przeprasza, ale matkę kochał najbardziej i nie wyobraża sobie bez niej dalszego życia...Miał 24 lata...
Jolę poznałam bardzo dawno temu. Miałam wtedy dwadzieścia lat z małym haczykiem. Ładna, zgrabna czarnulka o pięknych wyjątkowych oczach ocienionych gęstymi rzęsami..Oczy miała przepiękne, szmaragdowe, o kącikach lekko opuszczonych w dół, wielkie i wymowne. Jola nie była może błyskiem intelektu, ale miała coś miłego w sobie. Szalałyśmy razem w Hofflandzie kupując ciuchy z kolekcji Barbary Hoff w Juniorze. Joli było we wszystkim ładnie, bo miała nienaganną figurkę, czego nie można było powiedzieć o mnie i mojej drugiej koleżance Eli. Byłyśmy zawsze trzy. "Święta" trójca :) Zawsze zastanawiałam się, dlaczego Jola nikogo nie ma. Miała już sporo ponad dwadzieścia lat...
Sławka poznała w pracy. Dwa lata młodszy. Nie była do niego przekonana, ale on był uparty. Zależało mu...Nie był ósmym cudem świata, ale w sumie niczego sobie. A potem był ślub. I od tej pory byli jak papużki nierozłączki. Nawet bluzki kupowała Jola takie same dla siebie i męża - uniseks. Mieszkali na parterze i czasem razem siedzieli w oknie. Meblowali skromny pokoik u rodziców. Z gustem, oryginalnie. Widać było Joli rękę, zawsze miała smak...Mniej więcej rok po ślubie przyszedł na świat Marcinek. Słodki szkrab o oczach identycznych jak matka, jak to mówią, "skóra zdarta". Uroczy berbeć..I żyli sobie tak w trójkę....Potem Sławek poszedł pracować w teatrze, robił tam oświetlenie. Praca na noce, specyficzne środowisko...Z Jolą widywałam się rzadko i..już nie była taka radosna jak kiedyś..
A potem był rozwód. Sławek chyba wpadł w jakieś towarzystwo, przestał się interesować domem i synem...Trudno mi to oceniać, Jola mało mówiła na ten temat. Ona zresztą też ułożyła sobie życie na nowo. Drugi mąż Marek był porządnym człowiekiem i...przystojnym. Długo się nie widziałam z Jolą choć mieszkała w pobliżu. Spotkałam ją nagle w drodze do pracy. Rozwijała się, uczyła języka, pracowała w ambasadzie. Chyba sprawy jej się jakoś ułożyły. Miała dobrą pracę, mąż też raczej bez zarzutu. Syna kochała bardziej niż siebie...Marcin miał ponad dwadzieścia lat i był hiphopowcem, ale uczył się bo Jola dbała o jego edukację. Pchała go na siłę, choć jemu chyba trochę bardziej byli w głowie kolesie i piwko. Jak to młodzi teraz...Kiedyś spotykam Jolę w drodze do pracy.
- Gdzie lecisz Jolcia? - pytam
- Do szpitala
- O! A co się stało? Coś poważnego?
- Tak, mam raka. Piersi....
Potem były terapie, Jola chodziła w gustownej peruczce, nie straciła na urodzie. Pocieszałam ją jak umiałam.
Wierzyłam, że będzie dobrze. Syn rzucił swoje towarzystwo. Matka była najważniejsza. Nosił ją na rękach... Potem spotkałam ją na spacerze w parku z mężem i siostrą, miała już swoje odrośnięte włoski. Roześmiana, szczęśliwa, tryskająca energią..
Zmarła na początku września. 4.09 dokładnie. Jej syn 6.09 popełnił samobójstwo. Nie chciał żyć bez matki...Ona była dla niego całym wsparciem. Zostawił list, że wszystkich kocha, wszystkich przeprasza, ale matkę kochał najbardziej i nie wyobraża sobie bez niej dalszego życia...Miał 24 lata...
Moje wiersze
Jestem tu przejazdem
Jestem tu przejazdem
stacja "Życie"
coś naprawić
popsuć coś
pokochać skrycie?
Myśli uczucia
moje istnienie
carpe diem..czułość pusta
idę po peronie trzymam w dłoni cierpienie
A miecz Damoklesa
wisi nad mą głową..
i już pociąg gna dalej
a ja w nim
zasypiając..kolorowo...
A.W.
***
Milczące drzewo
na rozstaju
skąpane w krwawym
świetle zachodu
wznosząc do góry
ręce żebracze
w geście rozpaczy
i błagania
bezgłośnie woła
że się zbliża
nieunikniona
pora
umierania
A.W.
Jestem tu przejazdem
stacja "Życie"
coś naprawić
popsuć coś
pokochać skrycie?
Myśli uczucia
moje istnienie
carpe diem..czułość pusta
idę po peronie trzymam w dłoni cierpienie
A miecz Damoklesa
wisi nad mą głową..
i już pociąg gna dalej
a ja w nim
zasypiając..kolorowo...
A.W.
***
Milczące drzewo
na rozstaju
skąpane w krwawym
świetle zachodu
wznosząc do góry
ręce żebracze
w geście rozpaczy
i błagania
bezgłośnie woła
że się zbliża
nieunikniona
pora
umierania
A.W.
Dzień Wszystkich Świętych...
Dzień Wszystkich Świętych...Jutro Zaduszki....Dni zadumy, refleksji, wspomnień o tych, którzy odeszli...Czy zostali już Świętymi? Albo czy zostaną? Ludzie wierzący mają nadzieję, nawet pewność, że to co tu, to nie koniec...Że jest jeszcze coś dalej, coś w tym drugim, ważniejszym życiu...Że nasze życie doczesne, ziemskie to tylko droga do celu, którym jest to, co potem...Życie ludzi niemających wiary jest bardzo chyba smutne. Bo choćby nie wiem jakie miał taki ktoś bogactwa, splendory, sukcesy na wszystkich polach, choćby opływał w dostatki, miał sławę, spełnił wszystkie swoje marzenia i cele, to ma świadomość, że za jakiś czas będzie koniec tego wszystkiego i dalej już pustka i nicość...Pochowają , oklepią albo spalą i finito. Dla nas, wierzących to dopiero początek...
Dzień Zaduszny
W tym miejscu
gdzie uskrzydlonym duszom
wiatr śpiewa wieczne spoczywanie
gdzie pośród suchych liści
w ogników ciepłym blasku - szukam wspomnień...
bo jak co roku z tęsnotą czekam na nie
by z mlecznej mgły wydobyć
może choć cień postaci osoby tak kochanej
gdy pozostały po niej puste sprzęty
zdjęcia spłowiałe
i strzępki słów zapamiętane
śmiech co w powietrzu dzwoni do dziś
i łzy wzruszenia
obrazek na ścianie w złotej ramie
stary zegar - od dawna nie bije
i ptaki za oknem pod lipami które już są..niczyje
A.W.
Dzień Zaduszny
W tym miejscu
gdzie uskrzydlonym duszom
wiatr śpiewa wieczne spoczywanie
gdzie pośród suchych liści
w ogników ciepłym blasku - szukam wspomnień...
bo jak co roku z tęsnotą czekam na nie
by z mlecznej mgły wydobyć
może choć cień postaci osoby tak kochanej
gdy pozostały po niej puste sprzęty
zdjęcia spłowiałe
i strzępki słów zapamiętane
śmiech co w powietrzu dzwoni do dziś
i łzy wzruszenia
obrazek na ścianie w złotej ramie
stary zegar - od dawna nie bije
i ptaki za oknem pod lipami które już są..niczyje
A.W.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





















